Na pomoc lampartowi…

Zawsze podziwiałam ludzi, którzy pomagają zwierzętom. Najwięcej szacunku wzbudzają we mnie wolontariusze. Albo jeszcze bardziej osoby zakładające fundacje. Nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak wiele pracy trzeba włożyć w utrzymanie takich miejsc.

Pewnego razu miałam ogromną przyjemność poznać fantastyczną Iwonkę z Fundacji Chata Zwierzaka https://www.facebook.com/ChataZwierzaka. Cudowna osoba, która opiekuje się starymi schorowanymi psami i kotami. Takimi, których nikt nie chciał, albo nie mógł się zajmować. Poruszyła mnie np. historia gdy Iwonka codziennie jeździła nad zalew rehabilitować sunię, aby w wodzie sunia mogła chodzić. Heroiczna praca. Albo to jak opowiada jak przyjmuje zwierzęta pod swój dach i kocha wszystkie tak samo mocno. Jak niechciane, wystraszone zwierzaki zaczynają przy niej zdrowieć i nabierać sił do życia.

Sama mam pieska „koktajlera”, którego ktoś wyrzucił na ulicę i maleństwo błąkało się po śmietnikach.

Piszę o pomocy dlatego, że pewnego pięknego i spokojnego dnia też mogłam poczuć się potrzebna choremu zwierzęciu.

Byliśmy w Parku Krugera, o którym tak często opowiadam i  do sfotografowania Wielkiej Piątki brakowało nam tylko lamparta. Jadąc asfaltową drogą natknęliśmy się na samochód stojący tuż przy poboczu. Parkowy zwyczaj pozwala zapytać o powód postoju, starszy pan powiedział, że lampart leży przy drodze. Aż podskoczyłam z radości. Okazało się, że leży tuż przy drodze, przy asfalcie. Podjechaliśmy bliżej, ale wtedy kot wstał. Szedł dostojnie wzdłuż drogi. Na początku zafascynowani tym rzadkim widokiem nie zauważyliśmy nic niepokojącego, dopiero po chwili pomyśleliśmy niemal jednocześnie, dlaczego on jest taki spokojny, dlaczego nie idzie wgłąb buszu. I wtedy zobaczyliśmy jego kiepski wręcz fatalny stan. Był potwornie chudy, ucho miał poszarpane, łeb nisko opuszczony. Smutny widok.

 

IMG_4282

IMG_0574

Ten zawsze piękny, duży, zwinny, mocny i silny kot wyglądał jakby stracił chęć do życia. Schował się głęboko w rowie jakby chowając się przed całym światem i przed sobą samym, aby tam doczekać ostatnich dni.

IMG_0585

IMG_0587

Nie mogłam tak po prostu odjechać. Postanowiliśmy z Andrzejem poczekać na służby parkowe i zapytać jak możemy pomóc. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że park jest zupełnie dziki i nie można ingerować w naturę, ale ja musiałam się upewnić, że nic nie możemy zrobić tym bardziej, że lampartów jest bardzo mało w parku. Nawet nie zauważyłam kiedy zrobiło się wielkie zamieszanie i przyjechało dużo samochodów i obserwatorów, ale to było zaraz przed zamknięciem bram, wiec nikt nie zostawał długo.

Tak bardzo chciałam mu pomóc.

Dość szybko przyjechał pracownik parku. Podziękował za zainteresowanie, ale wytłumaczył nam, że to natura. Dla uspokojenia mnie dodał, że znają tego lamparta, ponieważ on jest od kilku tygodni stałym bywalcem tych okolic z powodu pobliskiej restauracji. Jest on bardzo stary i głodny, nie może już sam polować więc wybiera miejsca z łatwym dostępem do jedzenia, niestety śmiecie. Ale służby i weterynarz parkowy wiedzą, że ten lampart tu jest. Ciekawe było to, że weterynarz ze strażnikiem nie czekali z nami, raczej byli daleko. Czekali, aż turyści opuszcza ten teren. Nie wysiadł strażnik żeby go zbadać, zobaczyć. Naprawdę nie ingerował w dziką naturę. Andrej też wytłumaczył mi że mimo swojego słabego wyglądu a szczególnie teraz gdy może być chory i czuć zagrożenie lampart jest szczególnie niebezpieczny i trzeba uważać.

IMG_0592

Tak bardzo chciałabym wiedzieć co się z nim stało. Byliśmy tam następnego dnia, ale już go nie było. Pewnie poszedł w swoją stronę. Wiemy, że na pewno nie został uśpiony bo park nie ingeruje w naturę, a skoro go tam nie było gdzie go zostawiliśmy to znaczy, że odpoczął, zebrał siły i poszedł.

A ja poczułam się dobrze z tym, że nie zostałam na to obojętna, że zatrzymałam się aby pomóc. Szkoda, że nic nie mogliśmy zrobić poza zawiadomieniem służļ parkowych, ale myślę, że samo zainteresowanie też jest ważne.

Dlatego, szanuje i podziwiam wolontariuszy i założycieli fundacji. Jestem pewna że to wdzięczna, ale ogromnie ciężka praca. Ja nic nie zrobiłam wielkiego. Tylko w czasie gdy czekałam na weterynarza to wspominaliśmy z Andrzejem ludzi, których znamy, którzy tak bezinteresownie pomagają zwierzętom. Ja wspominałam Iwonkę i jej Chatę Zwierzaka.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s