Archiwa kategorii: Między podróżami

co ja widziałam i ile poznałam ….

Polska przywitała mnie dość ponuro. Ciemno, mokro i deszczowo. 12 stopni!! to straszne.
W Afryce rozkwita wiosna, upał, słońce i radość. Bo w Afryce jest fajnie 😉
Ale jestem tutaj i mimo lekkiego zmęczenia mam ogromną ochotę wszystko opowiedzieć.
KOCHAM AFRYKĘ, Południową Afrykę to wiadomo, ale też zakochałam się w Botswanie.

Nie wiem od czego zacząć? Od początku? to banalne… A może od tego najbardziej…? to za szybko 🙂

Zacznę od tego co w duszy gra, a grają słonie 🙂 Było ich mnóstwo. W Krugerze, w Botswanie przy rzece Chobe i w Okavango. Nie było ich w Kgalagadi Park oraz Karoo National Park, ale to zupełnie inna historia 🙂

Gdy widzę słonie to jestem jak zaczarowana. Nawet goście z naszych grup szybko zorientowali się, że gdy pojawiają się słonie to koniec… Amelii nie ma 🙂 No nie umiem się powstrzymać 🙂 Serio.

Były przy kampie, setki słoni. Były w rzece i przy rzece. W buszu uczyły małe do czego właściwie jest ta trąba 🙂
Na instagramie Kenako wstawię filmik, na którym widać, że wszystkie słonie nabierają wodę trąbą a jeden maluch patrzy, patrzy i nie kuma. Po co ta trąba? Więc zaczął ją machać i chlapać 🙂 Ale to chyba nie o to chodziło 😀 😀 nauczy się maleństwo na pewno 🙂

O słoniach opowiem jeszcze wiele razy. Teraz pokażę Wam kilka zdjęć 🙂


 

 

Byłam w słoniowym raju 🙂

spokój, z czym kojarzy mi się spokój…

Dziś mnie olśniło i muszę o tym koniecznie napisać.

W moim życiu słonie są wszędzie tzn. w głowie, w sercu, na wisiorku na szyi, na bransoletce, którą mam zawsze na ręku gdy wychodzę z domu, bo to taki mój talizman.

Tak, owszem zawsze piszę o afrykańskich słoniach, bo je znam i kocham i nawet myślę, że warto napisać o różnicach między słoniem afrykańskim a indyjskim, ale to nie dziś.

Dziś chcę napisać o olśnieniu.

Siedzę w domu w piękny i spokojny majowy poranek ( 23 stopni mimo wczesnej pory), słucham koncertu łąkowych i leśnych ptaków i pomrukiwań śpiących obok psów i oczywiście myślę o Afryce, o mojej ogromnej miłości. I pierwsza myśl jaka przychodzi mi to głowy to busz, Narodowy Park Krugera wcześnie rano, gdy jeszcze słońce nie wypaliło chmur, gdy zwierzęta dopiero się budzą i antylopy odczuwają ulgę, że przetrwały noc. Czuję w myślach zapach buszu. Uwielbiam moment wyjeżdżania w busz i uczucie rześkiego poranka na ramionach, czasem zapach kawy i żartobliwe tworzenie listy co dziś koniecznie musimy zobaczyć. Tak jakby rzeczywiście dało się to zaplanować 🙂 Przecież wiadomo, że nie 🙂

Ale gdy myślę „spokój” mam w głowie słonie. I to mnie dziś olśniło. Ja kocham słonie, bo czuję od nich spokój. Gdy patrzę na słonie, czuję miłość, troskę i niezachwiany spokój. Słonie raczej nie mają przeciwnika w naturze poza niestety człowiekiem i cywilizacją, ale mówię tu o drapieżnikach. Wiadomo, że słoń jest największy i nie musi o nić walczyć. Udziela mi się ich troska o bliskich, zawsze są razem, troszczą o rodzinę i o członków stada. Nie spieszą się . Gdy patrzę na ich ruchy czuję jak ważna jest dokładność i spokojne ruchy. Mi często zdarza się robić coś chaotycznie, w nerwach. Tu strącę, tam zbije. A one nie, one maja ruchy powolne, ale zdecydowane, widziałam jak matka uczy dziecko zrywać listki z krzaków. Spokojnie i cierpliwie, gdy mały się rozpraszał ona trąbą przyciągała go z powrotem. Gdy czują, że ktoś narusza ich przestrzeń dadzą znać, że im się to nie podoba, ale tez nie atakują. Po prostu uprzedzają o tym, że za blisko. One są potwornie skupione, nie wiem na czym, ale ich oczy są skupione i spokojne.

Oczywiście miałam do czynienia z szarżującym słoniem, ale gdy nie walczą o terytorium ich spokój i dostojność jest magiczna.

One uczą mnie spokoju, udziela mi się ich piękny, niezakłócony spokój.

Dlatego o słoniach będzie jeszcze nie raz, ale słonie są u mnie wszędzie. W głowie, w sercu, na wisiorku na szyi, na bransoletce, którą mam zawsze na ręku gdy wychodzę z domu bo to taki mój talizman.

A wiecie, że dziś jest Światowy Dzień Książki dla Dzieci?

To Tata zaszczepił we mnie miłość do zwierząt, a Mama miłość do podroży. To dzięki Nim nie boję się wyjeżdżać w nieznane, a każde zwierzę to przyjaciel (poza żabami, ale to temat na inny wpis 🙂 ).

Kiedy byłam bardzo malutką dziewczynką, Tata przywiózł mi prezent z Libii. Komplet pięknych, dużych książek o zwierzętach. Uwielbiałam je oglądać i wymyślać historię do ilustracji. Zamęczałam Tatę i Mamę, żeby mi poczytali 🙂 No, ale jak wytłumaczyć dziecku, że tego się nie da przeczytać :). Więc cierpliwie opowiadali ciekawe historie o zwierzątkach, czasem bajki a czasem po prostu wymyślaliśmy razem co to za stworzenia.

Piękne chwile dziecka :).

Mieliśmy Powszechny Atlas Świata i podróżowaliśmy palcem po mapie. Zawsze krzyczałam „tu pojadę”, „tutaj będę” przewracając kolejne kartki atlasu wędrowałam po całym świecie 🙂

Kolejnymi świetnymi książeczkami były wyklejanki. Z niecierpliwością wyczekiwaliśmy następnych edycji. Przyznaję uczciwie, że najlepszy w tym był mój starszy brat Filip. On był w tych wyklejankach niesamowity. Trochę psuł mi zabawę, bo za każdym razem, gdy zasiadałam do klejenia, okazywalo się, że już wszystko jest zrobione, ale po krótkich złościach zasiadaliśmy wszyscy i czytaliśmy różne opowiadania i baki.

 

Gdy byłam małą dziewczynką nie było dużo książek dla dzieci. Pamiętam książeczkę o Czerwonym Kapturku i Przygody Pana Kleksa.. Historię o Sierotce Marysi i inne. Nie było komputerów, tabletów a bajki można było oglądać tylko o 19:00, ale i tak rodzice potrafili rozbudzić w dzieciach wyobraźnię 🙂

Fajnie, że dziś jest Światowy Dzień Książek dla Dzieci. Powspominałam 🙂 Uświadomiłam sobie, że się spełniło 🙂 Podróżuję i teraz ja fotografuję dzikie zwierzęta i świat.

Miłej niedzieli 🙂

 

 

Każde zwierze jest piękne nawet Bawół

Bawół – kolejny przedstawiciel Wielkiej Piątki.

img_-1-6
Opisywałam już słonie i uczciwie mówię, że słonie są moją ogromną miłością i jeszcze nie raz o nich napiszę.
Ale dziś będzie o Bawołach.

img_-1-7

img_-1-1

Specjalnie piszę wielką literą, bo one wzbudzają we mnie jakiś taki sama nie wiem… no w każdym razie czuję, że powinnam pisać z dużej litery.
Jest to ogromne zwierzę. Dorosły samiec waży około tonę. Jest to rodzaj bydła, ale jako jedyne z tego gatunku, którego nie dało się udomowić. Szczerze mówiąc nie dziwię się.

img_-6

img_-5

img_-5-1
Zaliczany jest do 5 najniebezpieczniejszych zwierząt Afryki. Ja osobiście jakoś nie czuję się komfortowo jak jestem zbyt blisko nich. Coś w tych oczach jest strasznego dla mnie 🙂

img_-1

Tutaj właśnie był bardzo blisko mnie i nie chronił mnie samochód. Przyznam szczerze, że panikowałam.

img_-2
Charakterystyczną cechą Bawołów są ich rogi potocznie nazywane hełmem. Ja jako kobieta wiszę w tym dziwnie zaczesaną i zastygłą grzywę 🙂 No przyjrzyjcie się sami 🙂
Im starszy osobnik tym twardszy i grubszy hełm.

img_-1-4

img_-2-1

img_-3

img_-1-5
Czasami zdarzało nam się znaleźć w środku stada, czasami przecinały nam drogę. Zawsze jednak czułam ich siłę.
Niestety na Bawoły dość często polują dorosłe lwy i zazwyczaj w grupie, bo nie jest łatwo powalić tak ogromne zwierze.

Niestety też statystyki mówią, że od Bawoła ginie około 200 osób rocznie. Jednak ja nadal uważam, że zwierze najpierw ostrzeże zanim zaatakuje, więc nie wiem w jakich okolicznościach zginęło te 200 osób.

img_-1-2

W każdym razie ja czuję respekt i nie zamierzam wchodzić im w drogę.

img_-4

img_-1-3

img_-4-1

img_-2-2

Krótko mówiąc moim zdaniem to takie brzydale bez których afrykański krajobraz dużo straciłby na swoim uroku. One muszą być.

My z Andrzejem mówimy w żartach, że to afrykańska Tatanka 🙂

Pani Maria… Wielka, Mała Kobieta :)

Nie zawsze będę pisała o Afryce, chociaż o niej przede wszystkim.

Czasem chciałabym podzielić się z Wami sprawami dla mnie szczególnie ważnymi. Nie sądzę, żeby ten blog przerodził się w blog o stylu życia czy modzie, remontach i innych tematach. Po prostu czasem napisze co jest dla mnie ważne, a Wy sami zdecydujecie czy to czytać czy nie.

Już jakiś czas temu chciałam to napisać i ciągle zastanawiałam się jak i co to zrobić.

Oczywiście po raz kolejny przekonałam się, że życie samo podsunie rozwiązanie. Niestety tym razem smutną historią, ale bardzo chcę o tym napisać.

Oglądałam wczoraj konkurs Eurowizji. Tu nie chodzi o program, tu chodzi o pewną tradycję. Odkąd sięgam pamięcią do dzieciństwa pamiętam majowe wieczory, kiedy trzy najfajniejsze kobitki zasiadały w pokoju i oglądały Eurowizję. Tymi kobitkami była moja Babcia Zosia, Mama Bożenka i a Amelka 🙂 Wtedy jeszcze Amelcia 🙂 Siedziałyśmy i oglądałyśmy, nie było ważne czy Tata lub Dziadek chcieli oglądać coś innego. Ważna była Eurowizja. Teraz z tej trójki zostałam sama, więc podtrzymuję tradycję i zawsze oglądam. Zawsze wspominam te nasze wieczory. No dobrze, to nie jest mój gust muzyczny, więc nie zawsze oglądam z wielką uwagą i tak też było wczoraj.

Jakoś wzięłam do ręki telefon i zajrzałam na facebook’a. Często to robię, taki nawyk. Nie potrafię opisać pierwszych myśli, uczuć gdy przeczytałam, że nie ma już z nami Pani Marii Czubaszek. Ale jak to? Ona? Tak nagle? Dziś? Jakoś pusto zrobiło się dookoła. Nie wiem, nie potrafię tego opisać, ale cicho i pusto.

A z drugiej strony czuję, że jest tak jak napisał na swoim profilu Pan Artur Andrus:

„Wiem, że nie wierzysz, że coś tam, po drugiej stronie, istnieje. Ale załóżmy, że jest…

Nie ma. Ale załóżmy, bo widzę, że ci zależy.

To jak by wyglądało twoje niebo?

Siedzę przy barze. Oczywiście palę, aniołki podają mi popielniczki. Obok dużo psów. Też przy barze. Dużo palących psów. Piją piwo wołowe. I sporo fajnych ludzi. Jacek Janczarski, Adaś Kreczmar, Jonasz Kofta, Jurek Dobrowolski. I tak sobie siedzimy przy barku i mówimy: „Po co to było się tak męczyć, jak tu jest tak fajnie?”.

I czuję, że teraz tak właśnie jest.

IMG_6559

Uwielbiam książkę „Każdy szczyt ma swój Czubaszek” Z niecierpliwością czekam na „Nienachalna z urody”.

Zanim siadłam do pracy przy stoliku wzięłam książkę do ręki i jeszcze raz przejrzałam moje ulubione fragmenty 🙂

IMG_6556

IMG_6561

IMG_6562

IMG_6563

Wielka Mała Kobieta.

Do zobaczenia Pani Marysiu.

 

 

 

Confused – zdezorientowana.

Za kilka dni Święta Bożego Narodzenia, będę ubierała choinkę, dekorowała dom, a jutro upiekę pierniczki. W czwartek zacznę robić dla rodziny bigos po myśliwsku ściśle według przepisu mojej Mamy. Ale zanim…

Wyszłam dziś na taras za domem, żeby troszkę ogarnąć i przygotować go do dekoracji świątecznych i zabezpieczyć przed zimą.

Ale jaką zimą? Wyszłam, patrzę, a w doniczkach świeże bratki mają się całkiem dobrze. IMG_ - 3 (1)

IMG_ - 2 (1)

IMG_ - 1 (3)

Może nie są okazałe jak na wiosnę, ale są. Mimo, że rosną pod cienką warstwą lodu.

Ostatnio będąc w Afryce dość często słyszałam słowo „confused” i teraz ja jestem confused. Bo co się dzieje z tym światem? Wcale nie cieszę się z bratków w grudniu na tarasie, bo mimo, że kocham upały i bratki to w połowie grudnia powinien być mróz i śnieg.

W Afryce w tej chwili są straszne upały, ciężko to nawet sfotografować.

IMG_ - 1 (2)

Codziennie powinny być burze z ulewami, żeby napełnić wyschnięte koryta rzek a jest sucho. Deszcz popadał kilka razy.

IMG_ - 4 (1)

 

Więc ja pytam co z tą pogodą?

Na życzenia świąteczne jeszcze przyjdzie czas, ale mimo wszystko teraz życzyłabym sobie i Wam Kochani, żebyśmy wszyscy żyli bardziej ekologicznie. Nie trzeba przesadzać, ale chociaż raz zatrzymajmy się nad takim bratkiem w grudniu i zastanówmy się zanim znowu zrobimy coś  co może źle wpłynąć na środowisko.

A w wikipedii znalazłam, że w  tzw. języku kwiatów bratek symbolizuje troskę i myślenie o kimś.

 

Miałam ozdobić taras choinką, a ja bratki w grudniu hoduję. Chyba mnie to nie cieszy.

 

 

Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia

Safari to fantastyczna sprawa. Prawdziwa przygoda i możliwość przeżycia niezapomnianych chwil z fajnymi ludźmi.  Jednak dzień powrotu z safari nie oznacza wcale, że wracamy do codzienności i czekamy na kolejny wyjazd. Prawda jest taka, że fotograf owszem świetnie się bawi podczas wyprawy, bo robi to co kocha, czyli podróżuje i przede wszystkim fotografuje, ale potem wraca do domu, zgrywa zdjęcia z aparatu, a w moim przypadku kilku tym razem trzech i łapie się za głowę, gdy komputer pokazuje mu komunikat całkiem przyjemny „zaimportuj nowe elementy liczba 5000 zdjęć”. Wtedy fotograf idzie grzecznie do kuchni, parzy kawę lub zieloną herbatę wkłada wygodne ubranie i działa. Przebiera, wybiera,kasuje, układa, segreguje. Przebiera, wybiera,kasuje, układa, segreguje. Dzień za dniem. Oczywiście fotograf nie narzeka, bo nadal robi to co kocha, no i przeżył przygodę, poznał nowych ludzi, może zawarł przyjaźnie na lata. Ale gdy światła gasnął na wsi i psy za oknem już nie szczekają, fotograf robi kawę lub zieloną herbatę i przebiera, wybiera,kasuje, układa, segreguje. A potem gdy skończy, ma nadzieję, że wszyscy są zadowoleni z jego pracy.

IMG_ - 1 (3)

Ale wiesz co? Kocham to co robię. Uwielbiam przygotowania, wyjazd, podróże. Uwielbiam moment, gdy turyści lądują i witamy ich na lotnisku i uwielbiam jak szyja mnie boli od paska od aparatu. Lubię też siedzieć po nocach i pracować nad zdjęciami. Jestem wolna. Dziękuję losowi, że dał mi taką możliwość.

Więc dalej przebieram, wybieram,kasuję, układam, segreguję.

Dobranoc.