Archiwa kategorii: Moja Afryka

Mgła na pustyni

W Połuniowej Afryce nie zawsze budzi nas piękne słońce, czasem wita nas tajemnicza, nieco mroczna mgła. Czasami Afryka chowa się w mgle odsłaniając swoje piękne oblicze powoli, dozując nam przyjemność i pobudzając ciekawość. 

Szczerze mówiąc pierwszy raz w życiu miałam okazję zobaczyć tak gęstą, ale jakże piękną mgłę w Parku Kgalagadi. 

Wyobrażacie sobie jak czuły się zwierzęta w taką pogodę, gdy widoczność jest na kilkanaście metrów. Szczególnie Sprongboki czy Oryxy. To musiał być dla nich bardzo stresujący poranek. Dla nas jednak to była magia, doświadczać zupełnie innej przyrody. Tak, Afryka swoją roślinność zmienia gdy jest sucho, wilgotno, zimno, upalnie. To zupełnie inna przyroda. 

Podziwiałam, tak bardzo podziwiałam i chłonęłam chwilę, ze na moment zapomniałam fotografować krajobraz. 

Wiecie co, czasem musze popatrzeć. Chciałabym Wam pokazywać Afrykę zarażać miłością do niej, ale czasem po prostu musze popatrzeć. 

Piękne chwile, warto było wstać przed wschodem słońca 🙂 

To tajemnicze oblicze pustyni zarówno mnie zachwycało jak i lekko przerażało. Na pewno hipnotyzowało.

Aż trudno uwierzyć, że jeszcze wczoraj w tym miejscu fotografowałam ogromne przestrzenie.

Teraz jest tak, jakby Afryka zamknęła się w tych paru metrach widoczności.

Mgła na pustyni Kalahari

Przepiękne słońce

Jakby smutno, ale pięknie.

Chciałbyś nurkować z rekinami ?

Ten wpis jak wszystkie inne nie jest obiektywny.

Zanim przeczytasz przygotuj sobie szklankę wody i usiądź wygodnie, bo doznania będą mocne.

Nie ma w tym wpisie zdjęć. Po przeczytaniu sam zrozumiesz dlaczego.

Jeśli kiedyś zazdrościłeś komuś, że ktoś inny miał okazję nurkowania z rekinami w oceanie przeczytaj ten wpis.

Lubię ekstremalne doznania i chętnie próbuję wszystkiego co mnie spotka  w Afryce nie tylko. Nawet zjadłam smażoną larwę Mopani. Do głaskania zwierząt jestem pierwsza, skakałam przerażona Flight Fox nad Wodospadami Wiktorii no i marzyłam, żeby zanurkować z rekinami.

To był wrzesień, zima. Umówiony rejs wgłąb oceanu, niestety codziennie przekładany ze względu na złe warunki pogodowe, ale ja twardo czekam. Nawet nie wiesz jaka byłam podekscytowana, lada dzień spełni się moje wielkie marzenie. Co tam zima, co tam deszcz, ja chcę zanurkować z rekinami.

No i stało się, zadzwonili, że jutro około 5-6 rano wypływamy.

Wspomnę tylko, że Andrzej nic nie mówił, coś tam mówił o mdłościach, ale kto by tam się tym przejmował.

Zjawiliśmy się punktualnie, zimno jak diabli, 11 stopni, chmury, a elegancka drobna mżawka nie pozwalała słońcu na ogrzanie Afryki, widoczność wody pół metra. Przestraszyłam się ? Nieeee… ja płynę nurkować. Andrzej nic nie mówi… czasem coś tam bąknie pod nosem niecenzuralnego, ale nie zniechęca, przecież to marzenie do spełnienia. Cały czas zastanawiałam się, o co chodzi z tym obfitym śniadaniem, którym nas raczyli. Jajecznica, boczek, fasola, fura pieczywa, kawka, herbatka, nic tylko jeść i biesiadować.
Po śniadaniu zebrali wszystkich, bo było nas około 40 śmiałków i rozdali pianki. Hmmm nie wstrzelili się z moim rozmiarem, co było mi nawet miło, że jest za duża. Mżawka postanowiła zmienić się w kapuśniaczek.
Aaaa dostaliśmy worki chroniące nasze ubrania przed ewentualnym pochlapaniem. Wsiadamy na łódź. Załoga hmm zachowywała się dość swobodnie, a  ja ledwo wytrzymałam przed rozpłakaniem się ze szczęścia. Poleciałam jak wzorowa uczennica na początek wycieczki, bo ja chcę, ja już się nie doczekam. Andrzej tylko zdążył powiedzieć wsiadaj do kabiny, ale ja nie chcę. Ja chcę na ten balkon na górę. Czułam jednak, że tym razem nie ma z nim dyskusji, więc nieszczęśliwa usiadłam w budzie.

Słuchaj, powiem jak było.

Gdy łódź wypłynęła pod fale wgłąb oceanu, to woda zaczęła tak napierd…. po ludziach, że chyba nawet gacie mieli mokre. Przepraszam, że brzydko mówię, ale jak znasz jakiś ładny odpowiednik obrazujący jak te fale w nich waliły to proszę napisz w komentarzu. Załoga oczywiście miała niezłą bekę z turystów, delikatnie przypominam, że było 11 stopni i kapuśniaczek już nie stanowił problemu.
Dopłynęliśmy na miejsce, kazali przebrać się w pianki i ubrania schować do worów, żeby nie uległy zamoczeniu :)) Wytłumaczyli dokładnie gdzie są kanapki i lizaki. Lizaki? Po co dorosłym lizaki. Wystarczyło mi 30 sekund, żeby zrozumieć, że dziś zeżrę tonę lizaków (odwracając uwagę, oszukują umysł i zapobiegają wymiotom). Nadal 11 stopni i kapuśniaczek. Aha, woda 8 stopni.
Przebrałam się w piankę i lekko spanikowałam, gdy zobaczyłam klatkę, do której musimy wejść. Nie chodziło o rekiny, bo ich się nie bałam, bałam się klatki, ponieważ mam klaustrofobię, a klatka nie pozwalała na swobodne opuszczenie jej. Postanowiłam zanurkować na końcu.
Decyzję taką podjęłam jedząc lizaka, trzymając się słupka i modląc się, żeby nie wymiotować. Aha, od razu gdy kapitan powiedział, o lizakach, poprosił żeby żygać za burtę po prawej stronie, bo po lewej jest klatka z nurkami, z czego prawie wszyscy natychmiast zaczęli korzystać. Chyba wszyscy walili za burtę i niestety pod wiatr. A ja stoję i obserwuję tych w klatce i wypatruję rekinów conajmniej takich jak w „Szczękach”. To czym nęcili rekiny co chwilę obijało się o klatkę, a była to chyba kiedyś głowa wielkiej ryby, ale tylko się domyślam, bo to coś chyba już od dawna służy jako przynęta.
Medytuję. Spaceruję w myślach po twardym suchym piachu w Kapsztadzie, słońce ogrzewa mi plecy i wcale nie czuję zimna, jest gorące afrykańskie powietrze.
Podpłynął rekin, widziałam go. Podpłynął na dwie sekundy i go nie ma. Ci z klatki nic nie widzieli. Zmiana tury, ci wychodzą tamci wchodzą. Podpłynął rekin, ja stojąc na łodzi widziałam go, ci w klatce nic. Ja tylko wywalam patyczki i żrę kolejne lizaki wyobrażając sobie suchy piach pod stopami. Znowu podpłynął rekin, całkiem duży, otarł się o klatkę. Ja go widziałam ci z klatki nie. Chłopak z drugiej tury, który wyszedł z wody nie kontaktuje, jest sinozielony i gdzieś w krainie, do której tylko on ma dostęp. Dziewczyna obok z pierwszej tury tak się trzęsie z zimna, że nie może utrzymać lizaka, o trafieniu nim do buzi nawet nie myśli.
To była szybka decyzja. Przebieram się w ciuchy i nie nurkuję, głupia nie jestem tym bardziej, że i tak więcej widzę niż oni a w ciuchach przynajmniej będzie mi ciepło. A przekonałam się na sto procent, gdy zobaczyłam, że ci w klatce mają wodę na wysokości twarzy i wymiotują jeden obok drugiego, bo nimi też huśta, my na łodzi chociaż mamy lizaki. Jednak gdy zobaczyłam jak obok nich przepływa klusek, to nawet nie pamiętam w jakim tempie się przebrałam. Fuuu.
Przebrałam się i zajęłam miejsce przy moim słupku, nie wiem czy gorzej mi od lizaków czy tych potwornych fal. Wszyscy rzygają, nie ma mocnego.
Nagle podpływa ogromny rekin, olbrzymi i atakuje klatkę, aż zahuśtało nią. Ja go widziałam ci w klatce nie.
Byłam chyba jedyna, która nie chorowała. Ludzie byli biedni i już wiem po co śniadanie. To była dla tych osób droga przez piekło. Oni czasem nawet nie kontaktowali przez zimno i chorobę morską. Wszystko na raz.
Widziałam rekiny bez nurkowania, nie chorowałam i nie byłam śmiertelnie zmarznięta. To nic, że na spodniach miałam śniadanie wszystkich, bo przecież prawa burta była pod wiatr. Przygoda była świetna, ale ja już więcej nie muszę nurkować z rekinami. Tobie jak najbardziej polecam, bo trzeba to przeżyć, ale w lecie i po dobrym żarciu.

 

Który Park wybrać?

Właśnie pisałam program dla kolejnej grupy, która jest zainteresowana safari i przyszła mi do głowy pewna myśl.

Południowa Afryka jest ogromna, ma wiele atrakcji, pięknych miejsc do zaoferowania. Samych parków jest kilka, no i właśnie tu pojawiła się moja dzisiejsza myśl, który park lubię najbardziej hmm… sama nie wiem. Uwielbiam być w Krugerze, ta roślinność, zmieniające się krajobrazy, bliskie obcowanie z dzikimi zwierzętami jest absolutnie, ale to absolutnie wspaniałe, ale … jest też Transgraniczny Narodowy Park Kgalagadi, jest Park Narodowy Karoo, Addo Elephant Park i inne.

Właśnie popijając pokrzywkę (zawiera dużo żelaza) poszukałam w swoich przewodnikach parków RPA. Ok, ok jak zaczęłam liczyć, to tutaj ograniczę się do rozmyślania nad Parkami z Wielką Piątką lub zbliżoną do Wielkiej Piątki 🙂 🙂 🙂

Wracając do moich przemyśleń. No to nadal nie wiem…

Jest Addo Elephant Park, ale on wydaje się mały. Piękne pagórkowe tereny, widoki,  ale lwice z obrożą jakoś mnie raziły, szkoda mi ich było. Niestety słonie też tam są inne, afrykańskie, ale inne. Niestety na tak małym terenie, mieszają się ze sobą i wystąpiła wada genetyczna i nie mają ciosów. Jak tak na nie patrzyłam to jakby szczerbate były. Biedne są, bo przecież słonie uwielbiają obskubywać korę z drzew, a robią to ciosami.

No sama nie wiem.

Park Krugera jest wyjątkowy, ale jest już sporo turystów, restauracje są komercyjne, często wytropienie dzikiego kota zaczyna się od obserwacji czy jest duże skupisko samochodów. Jednak ja kocham Krugera, za tereny i widoki, za słonie, które właśnie w tym parku wydają się być naprawdę u siebie. Mogłabym tam jeździć non stop, w każdej wolnej chwili. Turystom też szczerze poleciłabym Krugera. Nawet nie przeszkadza ilość samochodów, bo znamy drogi gdzie nadal w ciszy i samotności mamy możliwość obserwacji zwierzat a nawet wypicia kawy. Uwielbiam pogawędki ze strażnikami, obsługą parku, prawdziwa księga wiedzy.

No ale uwaga !!

W tym roku poznałam Park Kgalagadi i przepadłam.

Zakochałam się w Parku Kgalagadi. Jest to pustynny, gorący teren.  Jechałam, jechałam, jechałam pustynną drogą pośrodku niczego i nagle… LEW!!! Piękny Lew Pustyni Kalahari. Szok, piach, upał pył i lew. Przepadłam. Ludzi, turystów jak na lekarstwo, w sklepie spożywczo, elektryczno, grillowym wybór tak albo nie 😀 Czyli moja dieta wegetariańsko – bezglutenowa wystawiona na ciężką próbę, ale było pięknie. W kampie jesz tak jak na żaglach z moim Tatą, jesz jak sobie ugotujesz 🙂 Ale było pięknie. Nie ma internetu, nie ma sygnału w telefonie, więc raczej organizm nie choruje 🙂 Już nie wspomnę, że o telewizji czy radiu to można zapomnieć jeszcze przed bramami parku. Było pięknie.

Zafascynował mnie jeden kamp, hmm, po zmroku nie wolno wychodzić z domków, bo kamp nie ogrodzony, a w końcu żyją tam lwy, lamparty i inne drapieżniki, ale stojąc na ziemi poza domkiem taras i przejście do kuchni  jest na wysokości uda.  Wspaniale, dzikość dzikość i dzikość 🙂

Ok, czy wiecie, że gdy chcecie zabezpieczyć się przed wpełzaniem węży to pokoju to trzeba obsikać murek? Tak jest ? Czy znowu Andrzej mnie wkręcił? Nie, nie uwierzyłam i nie sikałam. Zamknęłam się szczelnie i dokładnie. 🙂

Nie ma moich ukochanych słoi w Parku Kgalagadi, ale są lwy i przepiękne Oryxy, o matko jakie one są piękne 🙂 Czy mówiłam, że nie ma za dużo ludzi przez co teren wydaje się bardziej dziki? Lwy też wydają się bardziej dzikie. Nawet Andrzej kozak w Afryce przestraszył się lwa idącego obok samochodu. 😀 Niby sobie obserwuje, ja robię zdjęcia, rozmawiamy, ale gdy lew był już na wysokości Andrzeja drzwi to sama mu ręka poleciała, żeby przymknąć okno 🙂 Widok bezcenny 😀 Ale żeby nie było ja węże oglądałam przy całkiem zamkniętych oknach 🙂 Wiadomo? Jeszcze się rzuci? 🙂

Pięknie było. Daleko, dziko, gorąco i pustynnie, ale warto przeżyć taką przygodę i poczuć Afrykę 🙂

Nie nie wybieram żadnego parku, każdy ma urok i coś innego do zaoferowania. Wszystkie parki są piękne i ciekawe. Wracam do pracy nad programem 🙂 Miłego wieczoru 🙂

 

co ja widziałam i ile poznałam ….

Polska przywitała mnie dość ponuro. Ciemno, mokro i deszczowo. 12 stopni!! to straszne.
W Afryce rozkwita wiosna, upał, słońce i radość. Bo w Afryce jest fajnie 😉
Ale jestem tutaj i mimo lekkiego zmęczenia mam ogromną ochotę wszystko opowiedzieć.
KOCHAM AFRYKĘ, Południową Afrykę to wiadomo, ale też zakochałam się w Botswanie.

Nie wiem od czego zacząć? Od początku? to banalne… A może od tego najbardziej…? to za szybko 🙂

Zacznę od tego co w duszy gra, a grają słonie 🙂 Było ich mnóstwo. W Krugerze, w Botswanie przy rzece Chobe i w Okavango. Nie było ich w Kgalagadi Park oraz Karoo National Park, ale to zupełnie inna historia 🙂

Gdy widzę słonie to jestem jak zaczarowana. Nawet goście z naszych grup szybko zorientowali się, że gdy pojawiają się słonie to koniec… Amelii nie ma 🙂 No nie umiem się powstrzymać 🙂 Serio.

Były przy kampie, setki słoni. Były w rzece i przy rzece. W buszu uczyły małe do czego właściwie jest ta trąba 🙂
Na instagramie Kenako wstawię filmik, na którym widać, że wszystkie słonie nabierają wodę trąbą a jeden maluch patrzy, patrzy i nie kuma. Po co ta trąba? Więc zaczął ją machać i chlapać 🙂 Ale to chyba nie o to chodziło 😀 😀 nauczy się maleństwo na pewno 🙂

O słoniach opowiem jeszcze wiele razy. Teraz pokażę Wam kilka zdjęć 🙂


 

 

Byłam w słoniowym raju 🙂

Plany, plany, plany

Ach zaniedbałam strasznie mój kochany blog, chyba nawet trochę zwątpiłam w pisanie.

Dużo czasu upłynęło i wiele się działo od ostatniego pisania. Czuję jakby minęły wieki.

img_-1-9

Postanowiłam wrócić, trochę inaczej, trochę odmieniona, ale nadal bez pamięci zakochana w Afryce i wszystkim co Afryki dotyczy.

Chciałabym zarażać tą miłością. Pokazać jaka jestem i co jest dla mnie ważne.

img_-2-4

Zaczynam od nowa. Będzie mi miło jeśli ktoś będzie trzymał kciuki.

Bardzo dużo piszę dzienników, zawsze jakiś mam przy sobie i wszędzie znajdę okazję do pisania. Pomyślałam, że odszukam w sobie dawną odwagę i będę dzieliła się moimi chwilami.

img_-3-2

A o czy będę pisała w marcu? Tego nie wiem. Wbrew poradnikom o pisaniu bloga, które mówią, że trzeba mieć plan, ja go nie mam. Wszystko zależy od nastroju. Czy będę myślała np. o dzikich kotach…

img_-3

img_-1-6

A może o tajemniczych jaskiniach?…

img_-2-3

img_-1-6

Hmm być może napiszę o wyjątkowej wyprawie na Sceleton Coast w Namibii..

img_-1-10

img_-1-11

Jeszcze nie wiem o czym napiszę, ale na pewno napiszę.

 

Jedno z fajniejszych śniadań :)

Jestem ogromną szczęściarą, że miałam możliwość w życiu zjeść śniadanie w takim otoczeniu.

Na poranne safari najlepiej wybrać się jeszcze przed wschodem słońca, od razu po otwarciu bram kampu. Wtedy zwierzęta budzą się ze snu, zebry i różnego rodzaju antylopy oddychają z ulgą, że udało im się przetrwać noc. Drapieżniki odpoczywają po nocnych polowaniach, a słonie pędzą do wody.

Dlatego zawsze staramy się wyjechać jak najwcześniej. I tak było tym razem. Nie czekaliśmy na śniadanie w kampie, tylko skombinowaliśmy sobie suchy prowiant. Wyjechaliśmy przed 6:00 rano i podziwialiśmy budzącą się przyrodę.

Dotarlismy nie wiem gdzie, w jaką część parku. Na pewno Andrzej wie doskonale gdzie to było, ja nie, ale jakoś nie musiałam tego wiedzieć.

Absolutnie zakochałam się w tym miejscu. Mogłabym tam zostać na wiele godzin. Gdzieś jakby zapomniane przez świat i ludzi.

Idealne miejsce. Naszymi towarzyszami były zwierzęta, przyroda i słońce 🙂

img_-1-9

img_-1-1

img_-1-8

img_-2

Oczywiście bardzo szybko pojawiło się paru chętnych do naszego śniadania 🙂

img_-1-2

img_-1-3

Nie ma za wiele miejsc w parku, w których można wysiąść z samochodu. Ale gdy już są zawsze są w bardzo ciekawych miejscach. Czasem jest tam więcej ludzi czasem mniej. Cieszyłam się, że tym razem nie ma nikogo.

img_-3-1

Ja oczywiście koniecznie musiałam opisać te chwilę, bo jak wszyscy wiedzą ja zawsze gdzieś coś piszę 🙂

img_-1-4

Później spotkaliśmy bardzo miłego strażnika, który pokazał nam tropy lamparta i opowiedział, że dwa lamparty krążyły nocą dookoła jego domku.

img_-1-5

img_-1-6

 

Ale, ale…

Oczywiście posiedzieliśmy trochę. Popisałam, wypiliśmy kawę i pojechaliśmy dalej podziwiać Park Krugera. Jednak tego dnia ciągnęło mnie w to miejsce i bardzo chciałam tam wrócić. Wróciliśmy na koniec dnia. To był fajny wybór, ponieważ mieliśmy okazję zobaczyć przy jednym wodopoju i słonie i nosorożce i bawoły, a to nie jest częsty widok. Zobaczyć i ująć na jednym zdjęciu trzy osobniki z wielkiej piątki to prawdziwe szczęście.

img_-9

Tam z tyłu wśród słoni naprawdę stoi nosorożec 🙂

img_-3-1

img_-2-1

img_-8

img_-10

img_-6

img_-5

Kocham to 🙂

Sun City, czy to jest moja Afryka?

Sun City to dość kontrowersyjne miasto w Południowej Afryce. Jedni podziwiają to miejsce za jego architekturę i przepych, inni natomiast uważają za szczyt kiczu. A co ja o tym myślę? Hmm może to powiem na końcu wpisu 🙂

Rzeczywiście jest wielki przepych i widać wszechobecne bogactwo. Widać to już na bramie, a potem jest już coraz mocniej.

img_2878

img_2883

Sun City to miasto, kurort sama nie wiem jak to nazwać z kasynami, restauracjami, polami golfowymi. Historia tego miejsca mówi, ze założył to Rosyjski Żyd, który znalazł możliwość założenia kasyna w kraju, gdzie hazard był surowo zabroniony. No i trzeba przyznać, ze miał niesamowitą wizję. Ja tak tego bym nie wymyśliła.

Każdy znajdzie coś dla siebie.

Restauracje :

img_2869

img_2867

img_2874

Kasyna, nawet ja spróbowałam zagrać i wygrałam. Pierwszy i ostatni raz, a wygrana poszła na notesy, ale o tym opowiem innym razem.

img_-3

Ale też są fajne miejsca na spacery. Jest dla dzieci (ale i dorosłych) zaginiony świat. Niestety nie mieliśmy okazji poczuś symulowanego trzęsienia ziemi na moście, podobno są tam walące się skały, dym i inne atrakcje. My trafiliśmy na remont 🙂 Może następnym razem.

img_2783

img_2788

img_2840

img_-2

img_2842

A ciekawostka są wielkie drzewa rosnące przy alejach. Nie pamiętam ich nazwy ale pamiętam, że gdy mieszkałam z rodzicami to był w doniczce podobny mały kwiatek 🙂

img_2837

 

img_2838

A ja odkryłam kolorowy cukier 🙂

img_2870

A podsumowując… Dobrze, że zwiedziłam Sun City. Dobrze, że miałam okazję poznać to miejsce, ale szczerze mówiąc to nie mój świat. Sztuczna fala, sztuczny słoń, sztuczne trzęsienie ziemi.

To nie moja Afryka.

 

 

 

Już niedługo :)

Już niedługo 🙂 Już odliczam dni, a nawet godziny 🙂

Już za chwilę przywitamy grupy i będziemy podróżować po mojej kochanej Afryce.

Ja będę fotografować z asystą Andrzeja, a on będzie prowadził auto z asystą Amelii 🙂

Świetny team 🙂

A turyści bedą zwiedzać, podziwiać i odpoczywać 🙂

IMG_ - 1 (1)

IMG_ - 1

IMG_ - 2

IMG_ - 1 (2)

IMG_ - 1 (3)

Afryka

Afryka, Południowa Afryka, Namibia, Botswana, Zimbabwe.

 

Dla niektórych to nazwy obco brzmiące, dla niektórych to egzotyka, a dla jeszcze innych marzenie. Dla mnie te wyrazy to magia, melodia, tchnienie.

Tam jestem inna, jakaś taka jakby świat nie istniał, a liczyła się chwila. Afryka dała mi więcej niż może się wydawać. Daje mi siłę i wiarę. Mam wiele zdjęć gdzie stoję tyłem z rozłożonymi ramionami. To tak jakbym chciała latać, albo objąć to co widzę i chłonę, chłonę każdą minutę i każdy centymetr Afryki. Czuję, że mamy wspólny wyszeptany układ. Może kiedyś go zdradzę, ale na razie wstawię tylko zdjęcia, na których nie pozuję. Po prostu jestem w Afryce.

Jest godzina dziwna, raczej późna, bo jest 01:21, ale jakoś spać nie mogę i coś mnie pcha do napisania i wstawienia tych zdjęć, a pomysłów mam coraz więcej. Wstawię na razie kilka.

IMG_ - 1 (11)

IMG_ - 1 (7)

IMG_ - 1 (1)

IMG_ - 1 (2)

IMG_ - 1 (3)

IMG_ - 1 (4)

IMG_ - 1 (5)

IMG_ - 1 (6)

IMG_ - 1 (8)

IMG_ - 1 (9)

IMG_ - 1 (10)

IMG_ - 1

IMG_ - 2

Nie przerażają mnie długie loty. Nie jest ważne dla mnie jak długo będę tam lecieć. Dla mnie świętem jest, że w ogóle mogę tam lecieć i być.

A i głos podobno mi się zmienia jak tylko zaczynam mówić o mojej Afryce, jakby ktoś światło w środku we mnie zapalił.

Afryka dała mi siłę do walki z wszelkimi przeciwnościami, chorobami, lękami, ale i do pielęgnowania radości. Gdy jest mi źle włączam komputer i gapię się na zdjęcia i przypominam sobie zapach i kolory i jakoś wstaję i działam.

A teraz w nocy pomyślałam, że nie tylko o Afryce będę pisała na blogu, chociaż ona będzie tutaj najważniejsza, bo zawsze jest, ale spróbuję też pokazać co jeszcze jest w moim życiu poza granicami Afryki, ale Afryką w sercu jest.

 

Koniec laby

No i zaczynamy ostatni weekend laby, świątecznej, sylwestrowej, czy z okazji święta Trzech króli. W Afryce koniec wakacji i przerwy świątecznej. Co tu dużo mówić, trzeba zabierać się do pracy i nie ma, że się nie chce, ale póki co… Jest weekend i czas laby i spokoju. Pamiętajcie Kochani, że to ostatnie dwa dni lenistwa 🙂 Bierzmy przykład z hipopotamów 🙂

IMG_ - 1

IMG_ - 2 (2)

IMG_ - 3 (1)

IMG_ - 3

IMG_ - 4

IMG_ - 5

IMG_ - 6

IMG_ - 7

Hipom to dobrze tak wygrzewać się na słonku 🙂