Archiwa kategorii: Moje polskie życie

Chodzę w czerni, ale nie w żałobie

Odkąd pamietam ubieram się cała na czarno. W ogóle w mojej szafie i głowie królują intensywne lub stonowane czerń, biel i szarość.

Owszem miałam taki epizod w życiu i zakładałam kolorowe ubrania. Było to kilka lat po Mamy śmierci, kiedy już poczułam, że nie muszę chodzić w żałobie. Jednak zawsze w takiej kolorowej stylizacji czułam się bardziej przebrana niż ubrana. 

Odkąd zaczęłam wychodzić z mroku i coraz bardziej rozumiem siebie wróciłam do mojego stylu. 

Kocham moją czerń. 

Kilka dni temu wybrałam się do świeżo otwartego centrum handlowego. Świeżo otwartego po lockdownie. 

Wybrałam się, żeby zobaczyć co nowego jest w księgarni i u jubilera, kupić sobie bieliznę. Popatrzeć na wystawy i ludzi. Ubrana byłam klasycznie, na czarno. Ładny czarny sweterek, garniturowe spodnie, czarne skarpetki i oczywiście moje niezniszczalne, ukochane Martensy. Maseczkę też miałam czarną i małą czarną torebkę listonoszkę. 

Tak czuję się dobrze. 

W jednym ze sklepów odzieżowych przeglądałam t-shirty. Tego w szafie nigdy dość, szczególnie dobrej jakości. Obok mnie były dwie kobiety. Matka z córką. Córka może ciut starsza ode mnie, a matka na pewno po siedemdziesiątce. Najczęściej podczas mich zakupów mam założone słuchawki, bo męczy mnie hałas. Tym razem jednak ich nie miałam i słyszałam rozmowę dwóch pań. 

Mama przymierzała sweter i coś nie bardzo sobie z nim radziła, poprosiła więc córkę o pomoc. Ta opryskliwie warknęła „to po co brałaś taki mały” Starsza pani coś tam po cichu jej tłumaczyła, że się ściąga, bo podkoszulka gruba itd. Po uporaniu się ze sweterkiem matka pyta jak wygląda, córeczka znowu niegrzecznie, że jakie to ma w jej wieku znaczenie. 

Ja coraz szybciej przesuwam wieszaki, nie oglądam już ubrań tylko staram się opanować oddech. 

Matka mówi „wiem, że Ci gorąco i jesteś zmęczona, to może innym razem pomożesz mi coś wybrać?”  i córeczka: „oj dobra jak już jesteśmy to wybieraj tylko szybciej”. Ja już jak kobieta w kasie zapierdzielam z wieszakami i czuję jak mi żyła na szyi wychodzi, a jak mi żyła na szyi wyjdzie to już koniec, nie zatrzymasz mnie. Matka pyta o spodnie i słyszę sapanie córki. 

I poszło… 

Powoli odwróciłam się w ich stronę, spojrzałam w oczy córce i matce odczekałam chwilę, żeby złapać oddech. Patrzę na siebie od stóp do głowy patrzę córce w oczy i mówię : oddałabym wszystko, żeby móc teraz doradzać Mamie i być z nią na zakupach… i cisza. 

Matka miała łzy w oczach, po starszych ludziach wzruszenie widać wyjątkowo wyraźnie, natomiast córka zamarła. Patrzyła na mnie i tą moją czerń i zamarła. Cisza, cisza, cisza i nagle słyszę „przepraszam Mamo”. Odwróciłam się i odeszłam. 

Mnie to nic nie kosztowało, moja czerń nie była spowodowana żałobą. Wręcz przeciwnie kocham ją, bo to ja. Ciesze się, że to zrobiłam, że odezwałam się. Nie potrafię iść przez życie obojętnie. Po prostu, takim wrażliwcom jak ja trudniej się żyje. Jednak mają też dobre momenty, mam poczucie, ze im pomogłam. 

Czuję, że jestem silniejsza. Czuję, że wreszcie wracam wgłąb siebie. 

To nie burza, to prawdziwe tornado

Pojawiła się w moim życiu w najlepszym możliwym czasie. Od początku wiedziałam, ze Yena nie jest w zastępstwie Wegi. Jest po prostu nowym światłem w życiu, które daje ogromną dawkę motywacji i refleksji nad chwilą. Czego może nas nauczyć maleńki, kilkutygodniowy piesek? Radości i ciekawości świata. Zdaję sobie sprawę, że tak samo jest gdy stajesz się młodym rodzicem i obserwujesz jak rozwija się i uczy życia Twoje dziecko.

Ja mam Yenę, maleńkiego psiaka, który świat poznaje gryząc. Dziś dumnie wkracza w 10 już tydzień. Jest już pieskim, który skacze na taras, chociaż czasem źle wymierzy i wślizgiem pojawia się na tarasie lub przyrżnie w zderzak samochodu, bo w biegu zapomni, że już pod żaden samochód się nie zmieści.

Jest wszędzie, każda najdrobniejsza rzecz jest super, żeby wziąć do pyska. Jeszcze przed chwilą była tu teraz jest tam. Już nie sprzątam zabawek, drzazg po zeżartych patykach czy waty z maskotek. Najlepszą zabawką i tak jest … worek foliowy i pognieciona plastikowa butelka. A nie przepraszam najbardziej super są dłonie, o tak, dłonie są najlepsze.

Życie zupełnie jest podporządkowane temu maleństwu. Hmm 10 tygodni i 8 kg wagi, że o wielkości łap nie wspomnę.

Nieprzespane noce, dzienna norma kroków wyrobiona, starte może sików i sprzątnięta góra kup.

Ale gdy znajdę chwilę i poprze przytulonego Draga do Ceny, a raczej odwrotnie wiem, że Wegunia czuwa nad nami i cieszy się, że to psisko ma taki dom, jaki ona miała.

Yena jest światłem w domu, radością i śmiechem.