Archiwa kategorii: Namibia

Nie, nie będę Himba :)

Opuwo, czy wiecie gdzie jest Opuwo? Pojęcia nie miałam, ale i nigdy się nad tym nie zastanawiałam, a w Opuwo ciekawe toczy się życie 🙂 Oj ciekawe.

Za górami za lasami i za pustyniami leży małe miasteczko, nazywa się Opuwo. Małe, czerwone ziemiste miasteczko, w którym żyją trzy ciekawe plemiona. Gdybym tam nie była, gdybym wcześniej nie oglądała programu Martyny Wojciechowskiej to nawet nie wiedziałabym, że coś takiego jest możliwe.

Pewnego dnia, podczas wspaniałej wyprawy po Namibii dotarliśmy na północny wschód tego pustynnego kraju. Miałam zaszczyt, tak tak zaszczyt poznać piękne i dumne kobiety plemienia Himba. Zwyczaje ich są dla mnie dość hmmm dziwne, ale na tym polega też piękno podróży, żeby szanować zwyczaje innych ludzi.

Spełniło się moje marzenie i poznałam Himbę, byłam w ich wiosce, zaprosili mnie do domu pokazując swoje życie.

Pojechaliśmy do nich z darami, bo nadal nie korzystają z pieniędzy. Oczywiście cywilizacja dociera wszędzie, ale one naprawdę dbają o swoją tradycję. Są dumne ze swojego wyglądu, z resztą uważam, ze są piękne. Nie zasłaniają piersi, chodzą wymalowane tak jak nakazuje zwyczaj.

Od początku.

Himba

Kiedy mała dziewczynka dostaje pierwszej miesiączki czy ładniej mówiąc menstruacji, przestaje się myć. Staje się kobietą. Wtedy ma prawo przedłużać włosy i formować charakterystyczne dla nich pędzle z włosów. Nigdy więcej się nie umyje, za toaletę służą jej specjalna skała, która pochodzi z okolic Angoli, którą ucierają oraz tłuszcz, często zwierzęcy ale i roślinny. Mieszanka ta nabiera rdzawo czerwonego koloru. Kobieta codziennie rano naciera się taką mazią wszędzie, wszędzie to wiadomo, ze nie omija żadnych okolic prawda? No więc naciera się wszedzie i to jest jakby toaleta, następnie rozpala w specjalnym naczyniu rośliny o mocnym ziołowym aromacie i okadza każdą część ciała, każdą to też wiemy, że żadnej okolicy ciała nie omija 🙂 I w ten sposów jest gotowa na przyjście męża i nie tylko, po prostu jest po porannej toalecie 🙂

Szanuję ich tradycję, naprawdę. Uwielbiam ich dumę i powagę, ale nie będę nigdy Himba. Posmarowała mi dziewczyna przedramię, dwa dni nie mogłam się domyć. No dobrze, wiem, gdybym została Himbą to już nie miałabym kłopotu z niedomywaniem, ale ja Himbą nie zostanę :).

Jest też Herero.

I tu jest nieco łatwiej. Kobiety z tego plemienia już nie mieszkają w szałasach  uwaga… myją się. Chodzą w charakterystycznych ogromnych sukniach i dość niespotykanych na świecie czepcach? Sama nie wiem jak to nazwać, nazwijmy to nakryciem głowy, bez kombinacji. Przypomina on rogi woła czy byka a może krowy. W każdym razie jakby miało rogi. A to znowu pokazuje jak ważne dla nich jest bydło, zamożność człowieka i jego wartość określa ię po ilości posiadanych krów. Ota takie plemię. Ciekawe i równie dumne co Himba.

Kiedy Himba zakocha sie w Herero, kąpie się, ubiera w suknie i prowadzi życie godne kobiet Herero. Jednak gdy Herero zakocha się w Himbie przejmuje wszelkie zwyczaje tego plemienia opowiedziane jak wyżej 🙂

Niesamowite miejsce, absolutnie fantastyczne. Uważam, ze jeżeli ktokolwiek może pozwolić sobie na przyjazd do Namibii to koniecznie musi to miejsce odwiedzić. Sam Pan Himba mówi, e cywilizacja wkracza i nawet oni mimo, ze dumni to są zmuszeni przez życie korzystać z lekarzy, szpitali banków czy telefonów komórkowych i trudno im się dziwić. My nie potrafimy jż żyć bez komórkowego telefonu i internetu, więc nie możemy wymagać, żeby oni żyli bez takich samych udogodnień.

 

A no tak, oczywiście panowie Himba ubrani są jak każdy inny mężczyzna. Nie mają ludowego stroju. Wiadomo 🙂

 

Kolejny przyjemny poranek…

img_-3

Nie zawsze mój pobyt w Afryce jest z turystami. Zdarzają się dni kiedy czekając na kolejną lub pierwszą grupę mamy kilka dni i czas żeby popracować.

W 99% naszych podróż to czas z turystami. Wspaniałe to dni, ponieważ uwielbiamy poznawać ludzi i dzielić się z nimi Afryką. Jesteśmy wtedy przewodnikami, ja jestem fotografem, a Andrzej przewodnikiem, kierowcą i oczywiście niekończącą się skarbnicą dowcipów. Nikt nie może się nadziwić skąd on je bierze 🙂

Natomiast 1% mojego czasu w Afryce to wyprawy w nieznane miejsca. Lubimy odkrywać zakamarki Afryki i testować na sobie, czy warto pokazywać to turystom, czy lepiej pokazać inne ciekawe miejsca.

Czasami jednak zdarzają nam się też dni, w których mamy czas, żeby popracować, odetchnąć, zebrać myśli i przygotować się na przyjazd kolejnej grupy. I taki dzień był teraz.

Byliśmy u przyjaciół w Namibii i po porannej kawce i przed pracą (mamy swoich kilka afrykańskich projektów wymagających komputera, internetu i czasu) mieliśmy okazję pobawić się z maleńkimi sierotkami surykatkami. Były przesłodkie. Ich pomrukiwania, ciekawskie łaskoczące noski i delikatne paluszki były fantastyczną poranną przyjemnością 🙂 Nie sądziłam, że są tak miłe i ciekawskie. Są bardzo płochliwe i wydaje mi się, że nie jest łatwo dostrzec je dziko żyjące na pustyni. To była naprawdę frajda pobawić się z takimi stworzonkami 🙂  Z resztą nie ma co pisać wystarczy popatrzeć na mnie jaka jestem szczęśliwa 🙂

img_-2

img_-1

img_-1-2

img_-7-1

img_-8

img_-6-1

img_-6

img_-7

img_-5-1

img_-5

img_-4

img_-1-3

Wspaniała zabawa 🙂