Czy opłaca się w tych czasach ratować małego jeżyka?
Moja odpowiedź brzmi tak.
Benzyna kosztuje 8,26 zł za litr mój samochód pali jak durny.
Ale pojechałam 130 km w obie strony uratować małe jeżykowe dziecię. Bo taka już jestem, bo za wszelką cenę chcę wierzyć w lepszy świat. Że warto pomagać nawet jeśli szanse na powodzenie są naprawdę małe. Tak jak z tym wyziębionym, małym, ślepym jeszcze jeżem.
Przeżył. Ma adopcyjną mamę i ośmioro rodzeństwa. A ja czuję ulgę, że choć jedna misja skończyła się powodzeniem.
Tak dużo wokół jest stresu i smutku. Wszystko jest jakieś takie trudne. Dlatego uratowanie jeża dało mi siłę. Na nowo.
Ale też skłoniło do myślenia. Skoro jadę 67 km w jedną stronę, w nocy, aby uratować maleńkiego jeża, dlaczego na kolację jem inne zwierzę? No bo tak, kto dał mi prawo decydowania, które ratować, a które jeść?
Dlatego zdecydowanie przechodzę na wegetarianizm. Nie będę jadła zwierząt. Kocham je wszystkie.
Fajnie jest uratować jeża 🙂

jaki śliczny, jeże niestety są gatunkiem zagrożonym, a ja mam słabość do jeży po wspomnieniu bajki z dzieciństwa 😉 a tym roku jakoś dużo ich spotkałam martwych przy drodze 😦 dobrze więc, że Tobie udało się tego uratować
Tak, ciesze sie, że chociaz ten jeden ocalal. 🙂