Nie umiem powiedzieć co tak konkretnie wydarzyło się w mojej głowie i kiedy, ale nadszedł czas na zmiany.
Po prostu poczułam, ze już czas zamykania pewnych etapów i procesów myślowych.
Depresja to podstępna choroba i nie wierzę w całkowite jej wyleczenie. Wierzę natomiast w zaprzyjaźnienie się z nią, zaakceptowanie i zrozumienie. Nauczyłam się z nią rozmawiać i słuchać jej potrzeb. Taką rozmowę przeprowadziłam kilka dni temu. Wróciły moje ataki tężyczki, psychosomatyczne drętwienia i poczucie lęku. Bardzo zdrowo się odżywiam, łykam najlepsze możliwe suplementy i staram się ruszać jak najwięcej, a jednak ciało mówi dość. To nie jest zmęczenie. To jest moja głowa.
Pogadałam więc ze sobą jak z najlepszą przyjaciółką, otuliłam ją kocem, podałam dobrą ciepłą herbatę i zapytałam czego potrzebuje.
Odpowiedziała, że ciszy i harmonii.
Potrzebuję mieć poukładane myśli i plan działania. Mimo, że jestem żywiołową osobą, kocham ludzi i zmieniające się życie, potrzebuje mieć czas na ciszę i wyrównanie oddechu.
Dlatego odkurzyłam moją matę do jogi, wyrównuję oddech i medytuję. Rozmawiam ze sobą i siebie tulę.
Wkrótce opowiem co takiego dzieje się w moim życiu. W tej chwili popijam ciepłą wodę i słucham szumu wiatru. Pracuję nad moim nowym sklepem internetowym, który będzie jeszcze piękniejszy od poprzedniego i cieszę się z każdego sprzedanego produktu. Nie pozwolę, aby depresja zajęła główne miejsce w moim życiu. Ten czas już minął.
Myślałam, że będę miała siłę opowiedzieć Ci o przyczynach mojej choroby. O pracy i ludziach, którzy w ogromnym stopniu do tego się przyczynili, o chorobie Mamy i moim buncie gdy byłam nastolatką, wreszcie o ogromnym marzeniu bycia Mamą.
Teraz jednak wiem, że to już za mną. Już nie chcę do tego wracać. Chcę celebrować każdy dzień, chwile, które mi towarzyszą.
Jako ciekawostkę, powiem Ci , że zawsze z przymrużeniem oka patrzyłam na ludzi po terapiach. Myślałam, ze to niemożliwe ciągle się uśmiechać, posiadać dobre słowo dla innych i tak pięknie szanować swoje granice. Jednak odkąd sama choruję na depresję i gdy mam już za sobą momenty gdy byłam zanurzona w otchłani, potrafię doceniać to, że żyję. Uśmiecham się do ludzi i wysyłam miłość, bo życie naprawdę jest kruche i krótsze niż nam się wydaje.
Nadal frustruje mnie podłość, chamstwo i zawiść, ale potrafię się przed tym chronić, nie dopuszczać do siebie takich ludzi. Nadal martwię się na zapas, ale już potrafię rozdzielać problemy na te, na które mam wpływ i na te, na które wpływu nie mam. Uśmiecham się, udzielam, tulę i idę z podniesioną głową. A gdy czasem dużo wydaje się być zbyt dużo, zanurzam się pod kocem, tulę Amelię i mówię jej, że razem damy radę.
Po prostu.