Archiwa kategorii: Czasem o mnie

Bądź lepszą wersją siebie

Niedobrze mi się robi jak to słyszę lub czytam. Mmmm ochotę krzyczeć z całych sił, że właśnie teraz jestem najlepszą wersją ciebie. Bo co to niby znaczy?

Pokonaj lęk, dasz radę. A ja w środku krzyczę, „Ale po co?” To co est dla ciebie łatwe, dla mnie jest ponad moje siły.

Lubię czytać książki i artykuły o dbaniu o zdrowie. Lubię rozwój osobisty. Ale te teksty o lepszej wersji siebie mnie szczerze denerwują.

A lęk? Każdy ma jakieś fobie. Ja mam kilka, jedna z nich to płazy. O mateczko, gdy zobaczę coś takiego to jestem nie tą samą Amelią. To jak ja reaguję jednych przeraża, innych wprawia w prawdziwe osłupienie, a jeszcze inni pokładają się ze śmiechu. Ok, mnie też to czasem śmieszy, ale jest silniejsze ode mnie. Np. gekon w namiocie w Afryce. Dookoła lwy, a ja drę się jakby conajmniej odgryzał mi nogę, gekon, nie lew. Ale był wielki, serio prawie jak krokodyl. Andrzej powie, ze miał może 6 cm, ale ja wiem co widziałam 😀

Nad klaustrofobią pracuję. Przed wejściem do windy oddycham, tłumaczę sobie, że to tylko na chwilę. Skupiam się nad oddechem i czymś innym niż zamknięcie w ciasnym pomieszczeniu. Nadal wolę jechać w górę niż w dół, ale pracuję nad tym. Przede wszystkim dlatego, że brak strachu przed takimi sytuacjami ułatwia mi życie.

Strach przed odrzuceniem już pokonałam. Trochę dzięki terapii, ale w ogromnym stopniu dzięki pracy nad sobą i po prostu pokochałam siebie. Też było mi to potrzebne do łatwiejszego życia.

Ale wystąpienia na forum, czy nawet w internecie w social media opowiadanie o sobie, masażach czy nie wiem co jeszcze to dla mnie za dużo. Nagram filmik 3 minutowy, a potem przez tydzień jestem chora. Opowiem coś chwilę na dziesięcioosobowym spotkaniu o Afryce (temat, który kocham) i jestem chora przez dwa tygodnie. Nie potrafię, no nie potrafię występować. Jest to dla mnie tak ogromny stres, że aż mnie przytyka jak o tym tylko pomyślę.

Dla niektórych moje strachy wydają się błache.

Ale ja przyjaciółce pomogę i wyrzucę tego przerażającego dla niej pająka. Nie zmuszę nikogo do stania nad przepaścią gdy ma lęk wysokości i nie będę namawiać na coś co jest dla niego ponad jego możliwości.

Dlatego też nie będę zmuszała się do rzeczy, które nie są dla mnie zdrowe.

Nie będę lepszą wersją siebie, bo jestem najlepsza jaka mogę być. Tak jak głośno mówi Martyna Wojciechowska „I AM ENOUGH”.

To okropne jak bardzo w dorosłym człowieku zakorzenione są schematy z dzieciństwa. Z domu, szkoły, podwórka. Ale niestety tak jest. I też to akceptuję. Układam tak życie, aby nie być za bardzo z nimi w konflikcie.

Nie będę lepszą wersją siebie , tylko będę pielęgnowała i tuliła mojego zdrowego dorosłego, który już nic nie musi. Jedyne co już teraz muszę to być zdrowa, spokojna i szczęśliwa. Może to zaleta mojego wieku, że już nie musze walczyć.

mądre słowa, mądre rady

Możesz przeczytać wszystkie książki tego świata radzące Ci jak żyć. Możesz wysłuchać wszystkich mędrców, którzy doradzą co masz zrobić i co myśleć. Ale jak sam/a nie posprzątasz cobie w głowie to nikt tego nie zrobi za Ciebie. Nie ma na to mądrego. A może to ja jestem zbyt oporna na wszystkie nauki tego świata?

Kiedy już czuję wiatr w skrzydłach, kiedy myślę, że już zawojuję świat zdarza się mała, maleńka rzecz, nic nie znacząca, a jednak. Wytrąca mnie totalnie z równowagi, wyrzuca na pobocze i nie pozwala wrócić na swój tor.

I wtedy leżę i z całych sił przypominam sobie wszystkie rady pani psycholog, wszystkie cytaty mądrych książek i … nic. Dalej leżę.

Obolała, poturbowana leżę i daję sobie czas. Potrzebuję. Najbardziej potrzebuję wiedzieć, że ktoś jest, że chroni. I nie musi być fizycznie obok, wystarczy sama świadomość obecności.

Ostatnio zastanawiałam się z przyjaciółką (mam nadzieję, że mogę ją tak nazywać) czy nasza pomoc innym osobom i tak dużej ilości naszej pomocy innym to jest rzeczywista chęć pomocy samej w sobie czy tylko karmienie naszego ego, że jesteśmy takie szlachetne. PO dyskusji, rozmowie i burzy mózgu doszłyśmy do wniosku, że nie, to nie jest nic związanego z ego, to po prostu wiara, że dzięki temu świat może być lepszy. Wiara i nadzieja, że ktoś może być szczęśliwy. Nie oczekujemy podziekowań, a już na pewno nie oczekujemy rewanżu. Po prostu pomagamy.

Tylko co w sytuacji gdy nam jest tak bardzo źle i same nie potrafimy wrócić z pobocza?

Wrócę, wiem to, bo mam cel w życiu, bo mam tę swoją siłę.

Tylko teraz jeszcze chwile poleżę…

Co jest Twoim priorytetem na dziś?

Oh, zdecydowanie rozpocząć już praktykę masaży Zoga Face Integration.

Ogromnie długo na to czekałam. Planowałam, snułam wizje siebie przy stole masażu pomagającą Tobie w napięciach w obrębie twarzy, głowy, dekoltu i karku.

Mam to !

img_5625-2

Pierwszy certyfikat z I modułu szkolenia.

Jeszcze w marcu olśniło mnie, że chcę wrócić do zawodu fizjoterapeutki i masażystki. Tylko tym razem na własnych zasadach. Zawsze to kochałam i wiem, że byłam w tym bardzo dobra. Tylko życie postawiło mi na drodze złe osoby, które skutecznie mnie od tego odepchnęły. Nie chcę jednak do tego wracać. Chcę masować. Teraz jestem już starsza, dorosła i to ja decyduję z kim chcę pracować. Tyn razem spotkałam cudowną Gosię z https://www.instagram.com/perlapro_centrum_msz/ , która poleciła mi kurs Zoga Face Integration., sama jest po szkoleniach Zoga Movement.

Co ja się naprzeżywałam to moje. Ja jak to ja, przeżywam na zapas bardziej niż wszyscy inni. Ale było cudownie, super ludzie, spędziłam bardzo intensywny, weekend, rozmawiałam na wiele różnych tematów, poznałam techniki Zoga Face, a najważniejsze, że pokochałam i przekonałam się, że dla mnie to jest to.

Gdy o tym opowiadam lub tylko myślę uśmiecham się prawie tak samo szeroko jak opowiadam o Afryce, mówię prawie, ponieważ Afryka nadal jest i będzie moją największą miłością, ale kto powiedział, że trzeba kochać tylko jedną rzecz?

Zoga Face zmienia wszystko, postawę, kondycje skóry, koryguje efekty starzenia. I wiesz co, jestem w tym dobra, naprawdę dobra.

Zaczynam od września, chociaż stół do masażu przyjeżdża do mnie już jutro. Przez miesiąc ćwiczę, ćwiczę i ćwiczę aby być jeszcze lepsza. To będzie fantastyczna przygoda, którą traktuję bardzo poważnie. A przede mną jeszcze drugi moduł oraz trzeci czyli certyfikacja.

Zapraszam Cię serdecznie.

A jaki jest Twój priorytet na dziś?

Kiedy dużo staje się zbyt dużo

Nie umiem powiedzieć co tak konkretnie wydarzyło się w mojej głowie i kiedy, ale nadszedł czas na zmiany.

Po prostu poczułam, ze już czas zamykania pewnych etapów i procesów myślowych.

Depresja to podstępna choroba i nie wierzę w całkowite jej wyleczenie. Wierzę natomiast w zaprzyjaźnienie się z nią, zaakceptowanie i zrozumienie. Nauczyłam się z nią rozmawiać i słuchać jej potrzeb. Taką rozmowę przeprowadziłam kilka dni temu. Wróciły moje ataki tężyczki, psychosomatyczne drętwienia i poczucie lęku. Bardzo zdrowo się odżywiam, łykam najlepsze możliwe suplementy i staram się ruszać jak najwięcej, a jednak ciało mówi dość. To nie jest zmęczenie. To jest moja głowa.

Pogadałam więc ze sobą jak z najlepszą przyjaciółką, otuliłam ją kocem, podałam dobrą ciepłą herbatę i zapytałam czego potrzebuje.

Odpowiedziała, że ciszy i harmonii.

Potrzebuję mieć poukładane myśli i plan działania. Mimo, że jestem żywiołową osobą, kocham ludzi i zmieniające się życie, potrzebuje mieć czas na ciszę i wyrównanie oddechu.

Dlatego odkurzyłam moją matę do jogi, wyrównuję oddech i medytuję. Rozmawiam ze sobą i siebie tulę.

Wkrótce opowiem co takiego dzieje się w moim życiu. W tej chwili popijam ciepłą wodę i słucham szumu wiatru. Pracuję nad moim nowym sklepem internetowym, który będzie jeszcze piękniejszy od poprzedniego i cieszę się z każdego sprzedanego produktu. Nie pozwolę, aby depresja zajęła główne miejsce w moim życiu. Ten czas już minął.

Myślałam, że będę miała siłę opowiedzieć Ci o przyczynach mojej choroby. O pracy i ludziach, którzy w ogromnym stopniu do tego się przyczynili, o chorobie Mamy i moim buncie gdy byłam nastolatką, wreszcie o ogromnym marzeniu bycia Mamą.

Teraz jednak wiem, że to już za mną. Już nie chcę do tego wracać. Chcę celebrować każdy dzień, chwile, które mi towarzyszą.

Jako ciekawostkę, powiem Ci , że zawsze z przymrużeniem oka patrzyłam na ludzi po terapiach. Myślałam, ze to niemożliwe ciągle się uśmiechać, posiadać dobre słowo dla innych i tak pięknie szanować swoje granice. Jednak odkąd sama choruję na depresję i gdy mam już za sobą momenty gdy byłam zanurzona w otchłani, potrafię doceniać to, że żyję. Uśmiecham się do ludzi i wysyłam miłość, bo życie naprawdę jest kruche i krótsze niż nam się wydaje.

Nadal frustruje mnie podłość, chamstwo i zawiść, ale potrafię się przed tym chronić, nie dopuszczać do siebie takich ludzi. Nadal martwię się na zapas, ale już potrafię rozdzielać problemy na te, na które mam wpływ i na te, na które wpływu nie mam. Uśmiecham się, udzielam, tulę i idę z podniesioną głową. A gdy czasem dużo wydaje się być zbyt dużo, zanurzam się pod kocem, tulę Amelię i mówię jej, że razem damy radę.

Po prostu.

Osobiście

Niemal codziennie zastanawiam się o czym pisać i czy w ogóle to robić. Niby mam w głowie tak dużo przemysleń, ponieważ bacznie obserwuję otaczającą mnie rzeczywistość, podróżuję po Afryce, czytam dużo książek, a depresja raczej ciekawa nie jest, no i stale odradza mi się pisanie o depresji, bo to nie służy biznesowi. Nie wiem o czym pisać. Z drugiej strony lubię czytać o tym jak ktoś w depresji sobie radzi. POmaga mi to i daje nadzieję.

Z drugiej jednak strony bardzo często słyszę, ze mam pisać.

No ja chętnie, tylko o czym? O czym najchętniej czytałabyś/ czytałbyś tego bloga?

Może zaryzykuję i będę pisała o wszystkim wyżej wymienionym?

Co Ty na to?

Może nawet częściej niż raz na kwartał?

Zacznę może od opowiadań jak to po ciężkiej depresji, pandemii, operacji onkologicznej na nowo rozwijam swój biznes i pasje.

To były długie 8-9 lat. A teraz zaczynam od nowa. Ale już zdrowsza, jaśniejsza i bardziej świadoma. A kto wie, może nawet kiedyś zwierzę się skąd depresja i jak z nią żyłam. Z depresji nigdy nie wyjdę, ale zaprzyjaźniam się z nią. Już nie nazywam jej demonami. Już z nią rozmawiam i pytam jak mogę sobie pomóc, aby epizod szybko ustąpił miejsca słońcu.

Jestem gotowa, aby mój wymarzony blog stworzyć bardziej osobistym i moim.

Będę zaszczycona jeśli zechcesz zatrzymać się i rozgościć u mnie na dłużej.

Opowieść, która zostanie we mnie na zawsze

Trzy tygodnie, codziennie próbuje dobrać słowa, aby opisać moje uczucia jakie mi towarzyszą po przeczytaniu książki Deili Owens

”Gdzie śpiewają raki”.

Mogę śmiało powiedzieć, że czytam bardzo dużo książek. Cały czas coś czytam i nie wyobrażam sobie dnia bez lektury. Jednak w moim 45 letnim życiu jest dosłownie kilka pozycji, które tak wryły się w mój umysł, nawet ciało jak „Gdzie śpiewają raki”. Pisze o ciele z pełną świadomością. Czytając historię dziewczyny z bagien czułam fizyczny ból i niemoc. Potrzebowałam utulić to małe, porzucone, ale bardzo sile dziecię. Potrzebowałam schronić ją w swoich ramionach. Czułam złość na jej matkę, która bez słowa porzuciła wyjące z rozpaczy kilkuletnie dziecko. Mimo mojej ogromnej empatii nie chciałam rozumieć, matki jako zgrabionej kobiety tylko chciałam dać miłość i ciepło jej córce. 

Historia dzieje się u progu maleńkiego, sennego, ale bardzo konserwatywnego miasteczka Barkley Cove u wybrzeży Karoliny Północnej. Przeplatane lata 1952 do 1969. Od najmłodszych lat głównej bohaterki, aż po jej ostatnie chwile tak przejmującego i trudnego życia.

To historia małej dziewczynki o imieniu Kya, która jako porzucona przez matkę i rodzeństwo zostaje w z ojcem tyranem i alkoholikiem. Życie na bagnach małego dziecka, które rozdzierająco pragnie żyć, przetrwać, ale jego największą tęsknota jest ciepło matki. Rozpaczliwie tęskni za dotykiem i miłością matki, a później jako dorastająca młoda kobieta za dotykiem i miłością mężczyzny. 

Jak to możliwe, że dziewczynce nie wiedzącej nic o życiu udaje się przetrwać na bagnach w rozpadającej chacie, dbając o siebie i ojca alkoholika należy samemu przeczytać. 

W książce jedni czekają na rozwiązanie zagadki związanej z morderstwem. Inni zachwycają się opisami przyrody. Dzięki  tym opisom słyszymy rozmowy Kyi z mewami, czujemy powiewy wiatru fal oceanu. słyszymy nawet warkot silnika jej motorówki.

Ale ja, ja byłam z Kyą od początku do końca. Chroniłam ją. Pomagałam gdy dorastała, cieszyłam się z jej przyjaźni z Tate’m i jego miłości. Byłam wdzięczna Mabel i Skoczkowi za ich pomoc. Tak, ja byłam z nią cały czas od pierwszej strony do ostatniej.

Po przeczytaniu zamknęłam książkę spokojna i utulona. Tym razem ja poczułam się utulona myślą o dziewczynce silnej jak skała, delikatnej jak motyl. 

Nie obejrzę filmu. Zostanę z książką.

Historia pewnej przyjaźni

Czasy liceum były dla mnie szalenie trudne. Chyba nawet mogę nazwać je traumą. Ciągle za czymś goniłam. Żebrałam o przyjaźń i o akceptację (niestety niewłaściwych osób). Wolałam gonić za ludźmi niż za dobrymi ocenami. Źle wybierałam, moje decyzje zawsze były nietrafione.

Teraz po ponad 25 latach wiem, że po prostu tam nie pasowałam.

Przez 25 lat czułam żal. Za każdym razem, gdy myślałam o tych czterech latach spędzonych w liceum czułam żal.

Ale czułam też ogromną tęsknotę. Pustkę po utracie mojej najbliższej przyjaciółki. Mojej ostoi. Tęskniłam za moją Magdą.

Czy wyobrażasz sobie, a może masz szczęście i jest obok Ciebie bratnia dusza? Jesteście tym jabłkiem, pomarańczą czy czymś?

Ja zawsze miałam Magdę. Moją Magdę.

Kim jest Magda?

Miałam ogromny zaszczyt chodzić z Madzią do szkoły podstawowej. Najlepsza rozgrywająca świata. Zawsze sumienna i spokojna. Uśmiecham się na wspomnienie jej śmiechu. Jej sposobu mówienia. Magda była ze mną zawsze. Popełniałam wiele błędów, ale ona zawsze była. Mam 44 lata i dopiero w tym roku Yena zeżarła mi drewnianego słonia, którego dostałam od Magdy na 16 urodziny. Czyżby Magda czuła, że zakocham się w słoniach?

Tylko my dwie z klasy podstawowej poszłyśmy do tego ww liceum. Błagałam mamę, żebym nie musiała tam iść. Chciałam iść do innej szkoły, Magda chciała iść do liceum plastycznego. Obie znalazłyśmy się w tym moim Mordorze. Magda odnalazła się dość szybko, razem siedziałyśmy w ławce. Razem szłyśmy przez całe miasto do szkoły i razem z niej wracałyśmy. Mimo, że nigdy nie paliła papierosów razem ze mną kryła się w krzakach, żebym ja mogła palić fajki. Kryła mnie i wysłuchiwała historii miłosnych.

Moja Magda.

Nieraz mi dupę ratowała przed sprawdzianami.

Zabawne, że ta moja piątkowa uczennica dopiero teraz mi zdradziła, że nie czytała lektur. Ja też nie czytałam i miałam same pały, nieźle się kryła skoro miała najwyższe oceny.

Niewiem jak to się stało, że po maturze straciłyśmy kontakt. Nawet nie chcę tego roztrząsać i do tego wracać.

Szukałam jej 25 lat. Pytałam ludzi, prosiłam Mamę, żeby poszła do jej domu spytać o nią. Szukałam w internecie i nawet jedną taką Magdę znalazłam. Ale okazało się, że to nie ona. Zbieżność nazwisk. 25 lat myślałam o Madzi w każde jej urodziny. Oglądałam zdjęcia i wspominałam.

I nagle jest. Znalazłam ją. Byłam w Afryce, gdy inna koleżanka z klasy podała mi jej numer telefonu. Byłam na pustyni. In the middle of nowhere. Kiedy nagle Magda odpisała na moją wiadomość.

Pustka w moim sercu została wypełniona. Jest mi ciepło. Moja Magda pojawiła się w moim życiu i już jej nie wypuszczę. Codziennie rozmawiamy, jesteśmy ze sobą cały czas. Byłyśmy razem na koncercie Grażyny Łobaczewskiej, a za dwa tygodnie idziemy do teatru. Razem się śmiejemy i rozmawiamy o rzeczach ważnych. Magda już jest ze mną.

Nie mogę się nadziwić, ze jesteśmy już takie dorosłe 🙂 Magda pije piwo i maluje paznokcie i ma długie włosy. Jest taka inna, a jednak taka moja jak kiedyś. Jakby tych 25 lat nie było.

Już nie myślę o czasach liceum. Zamknięty temat. Mogę iść dalej, bo mam moją Magdę.

Ja też stworzyłam prezentownik

Dzień dobry, dzień dobry,

Witam się z Tobą po długiej podróży po Południowej Afryce i Botswanie. Nie sądziłam, że uda nam się zahaczyć o Zimbabwe i Wodospady Wiktorii, ale tam też byłam. Było pięknie i intensywnie, jak zawsze. 

Zapraszam Cię serdecznie na kolejną wyprawę.

Już niedługo pojawi się wpis podsumowujący całe safari. Tylko trudno pisać o upałach 39 stopniowych przy naszej śnieżycy i minus sześć. Ale zrobię to, już na dniach. 

Przesyłam Ci pocztówkę z Kapsztadu razem z ciepłem i dobrą energią jakie tam miałam. 

Niewiem, kiedy ten czas zleciał, ale już za dwa tygodnie są Święta Bożego Narodzenia. Rodzinne spotkania, pyszne jedzenie i prezenty. I ja piszę właśnie w tej sprawie. 

Pozwól, że przedstawię Ci trzy wyjątkowe produkty z mojej oferty, które są idealne na prezenty. 

Pierwszy produkt to Ręcznik Willow Weave. Bardzo delikatny i subtelny. Piękna jego biel czaruje i nadaje elegancji w każdej łazience. Jednak najważniejszą funkcję jaką pełni to doskonałe osuszanie włosów, bez osłabiania jego kondycji. 

Już nie raz opowiadałam o tym, że nie należy włosów wycierać w ręcznikiem frotte, ponieważ one zrywają i osłabiają strukturę włosa. Są wtedy słabsze i podatne na zniszczenie. Szczególnie teraz gdy nosimy czapki i kaptury. 

Ręcznik Willow Weave ma płaski, delikatny splot dzięki czemu jest idealny do pielęgnacji włosów zarówno długich jak i krótkich. 

Dostępny jest w trzech wariantach kolorów zdobień oraz w dwóch rozmiarach. 

https://www.justafrica.pl/bawelniane-reczniki-i-koce/66-willow-weave-towels.html

Drugi produkt to mój topowy czyli Kostka myjąca do twarzy z jedwabną myjką

Cudo.

Jedwab zawarty w mydełku i wyciągi z rooibosa doskonale zmywa zanieczyszczenia na skórze,                które nagromadziły się przez cały dzień. Usuwa makijaż oraz tusz do rzęs. Nie podrażnia i nie ściera naturalnego sebum. Nie wysusza. Lubiany jest zarówno przez nastolatki jak i nieco starsze panie. Czyli 18+, bo wszystkie jesteśmy 18+. 

Fajny prezent dla kobiety i mężczyzny. 

https://www.justafrica.pl/kosmetyki/34-kostka-myjaca-do-twarzy.html

Trzecia propozycja to koszyczek Mia Mélange

Drobiazg, który ładnie wygląda na stoliku nocnym oaz komodzie. Może być też jako przybornik na toaletce   lub w łazience. Pięknie ręcznie wykonany produkt, tworzony z pasją i zaangażowaniem. 

Mam nadzieję, że pomogłam Ci troszkę w wyborze prezentu. Drobiazgi, ale przyjemne i użyteczne.

https://www.justafrica.pl/home/146-koszyk-miska-s-ivory.html

Polecam. 

Moi bliscy też dostaną… a nie, oni czytają mój blog, więc nie mogę zdradzić co dostaną :). 

Ale kochają moje produkty 🙂 więccc…. 😉

Wystarczy powiedzieć „Nie dziękuję”

Dwa proste, piękne, ale okazuje się, że cholernie trudne do wypowiedzenia słowa „Nie dziękuję”. 

Pracuję w handlu. Sprzedaję produkty, które sprowadzam z Południowej Afryki. Daję z siebie wszystko, a nierzadko jeszcze więcej. Każdy, kto choć raz w życiu próbował coś sprzedać wie, jakie to jest trudne. Prowadzę własną firmę. I dlatego jest to jeszcze trudniejsze, ponieważ jak nie sprzedam to nie zarobię, jak nie zarobię, nie zapłacę faktur i ZUSu. Nie opłacę ZUSu to nie będę miała opieki zdrowotnej, bo emerytury i tak nie będzie. Podobno.

Codziennie wyszukuję i wybieram butiki i sklepy internetowe, do których mogę wysłać ofertę. Chore przepisy nie pozwalają na wysłanie od razu oferty tylko trzeba grzecznie zapytać czy można to zrobić. No i wybieram codziennie butiki i sklepy. Przedstawiam się grzecznie, ale bardzo rzeczowo kim jestem i pytam czy mogę wysłać ofertę współpracy. 

Nie liczę na to, że wszyscy podskoczą z radości, że właśnie na mnie czekali. Jestem realistką i wiem, że jak na 100 zapytań odpowie 5-10 to będzie super. Ale czy tak trudno odpisać NIE DZIęKUJĘ. Ja wiem, że wszyscy są zapracowani. Każdy chce jakoś ten kryzys przetrwać, każdy chce zarabiać. Ale kurde. Napisanie „nie dziękuję” nie zajmuje wiele czasu. Przecież tam po drugiej stronie siedzi człowiek. Osoba, która też pracuje i ma nadzieję zarobić na życie. Nie, nie wysyłają. Nie wiem, nie rozumiem.

To tak jak obserwuję ludzi na ulicy. Ktoś rozdaje ulotki. Chce zarobić. Wiadomo, że raczej grosze, ale zarabia. Nie kradnie. I idzie inna osoba i omija tego z ulotkami jakby ten conajmniej śmierdział. A wystarczy powiedzieć, nie dziękuję. Są nachalni? Wciskają na siłę? Rozliczani są z ilości rozdanych ulotek. Muszą rozdać ich jak najwięcej. Często są zmarznięci, wkurzeni, zniechęceni. Wystarczy „Nie dziękuję”.

Ja nie wiem co z nami. Nie rozumiem. Bądźmy dla siebie mili. Zawsze. To nic nie kosztuje, a drugiej osobie możemy zrobić dobry dzień. 

Przecież gdy dostanę odpowiedź na moje pytanie „Nie dziękuję” nie będę już liczyła, że uda mi się nawiązać współpracę. Skreślę z listy tą firmę i pójdę dalej. 

Po prostu bądźmy dla siebie mili. 

Kaśka @pudelija

Kaśki książkę kupiłam już dawno, jeszcze dłużej obserwuję ją na Instagramie @pudelija. 

A post o niej tu na blogu chodzi mi po głowie odkąd usłyszałam, że są na świecie, ba, w Polsce ludzie, którzy mają czelność oblewać ją hejtem. 

Jednak gdy siadałam do pisania, każde słowo i zdanie wydawało mi się za małe, za błahe. Że Kaśka zasługuje na więcej.

Kaśka. 

Wiem o niej tyle co sama chce nam pokazać na Instagramie. Może wiem trochę więcej, bo przeczytałam jej książkę. I nie mogę pojąć, że człowiek ma w sobie tyle ciepła, miłości i radości z życia mimo tak wielu cierpień. Nawet nie wiedziałam w tym swoim 44 letnim życiu, że tak się da. 

Bo Kaśka nie jest zwyczajną kobietą. Jest piękna, mądra, dobra i czuła. Najbardziej na świecie kocha swoją Mamę bohaterkę, swojego chłopaka (od niedawna narzeczonego) Sławka i psy Bersa i Ritę. Nie wiem czy w takiej kolejności, ale to już jej trzeba byłoby zapytać. Tylko po co. 

Kaśka przeszła tyle bólu i cierpienia, że nawet nie potrafię tego wszystkiego przytoczyć ani zapamiętać nowotworów i chorób z jakimi się zmaga. Od dziecka cierpi na ogrom schorzeń, które złamałoby nie jednego z nas. A ona daje radę. Na szczęście czasem płacze, to pozwala mi poczuć, że jest człowiekiem z krwi i kości. Bo inaczej myślałabym, że to Anioł. 

Kaśka.

Walczy. Razem ze swoją Mamą bohaterką stworzyły dom w Warszawie, bo było bliżej do szpitali w Warszawie. Teraz tworzy dom ze Sławkiem, który kocha ją najbardziej. Wczoraj piekła makowca i pokazywała etapy pieczenia. Widać było jak Sławek przekłada masę do tortownicy, bo Kaśce nie jest łatwo jedną ręką. I mnie to wzrusza. Bo wiem, że on z ogromną miłością i cierpliwością zadba o nią nie tylko podczas pieczenia ciasta, ale też pomoże w higienie osobistej, w ubieraniu, ogarnianiu domu i w ciepłych słowach. Bo Kaśka wymaga pomocy we wszystkim i on o tym wiedział od początku. Są ze sobą na dobre i na złe. 

Książka. 

Przeczytałam ją w kilka godzin. Totalnie mnie pochłonęła. Piękna opowieść. „Oto jest Kaśka” Sylwi Stano. 

Opisana jest historia bardzo walecznej dziewczynki, później kobiety, która mimo chorób, mimo bólu żyje skromnie dbając o każdy swój dzień i bliskich. Historia opowiada o jej bólu i radości, o miłości matczynej i do chłopaka tej romantycznej. Książka wzrusza i uczy pokory. Bo ta pokora jest nam wszystkim bardzo potrzebna. 

Po przeczytaniu książki o Kaśce jest mi wstyd, że często załamuję się i użalam nad sobą. Pamięć o niej stawia mnie do pionu. Bo każdy z nas ma prawo do słabszych dni, do chęci schowania się przed światem. Ale po lekturze o Kaśce tych dni jest u mnie dużo mniej. Bo trzeba żyć, bo jest później niż nam się wydaje, bo z życia nie ma powtórek. 

Przeczytaj książkę o tej niezwykłej kobiecie. O trzydziestolatce, dla której każdy dzień jest radością. 

Kasia, mała wielka kobieta. 

No i Bers, nie można zapomnieć o Bersie.

Bers bohater. Rudy pudel, który jako pierwszy w Polsce pies tej razy został psem asystującym. To za sprawa Kasi uporu i ogromnej miłości do swojego psa. Jest wyjątkowy. 

„To Sławek najczęściej wychodzi z psem, ale są też sytuacje, w których Bers odciąża Sławka. Bers pomaga, kiedy przez gorset Kaśka nie może się schylić. Przynosi, podaje. Szuka kapci, szuka coli. Podaje butelkę. Otwiera i zamyka drzwi. Pomaga się rozbierać. Ściąga skarpetki i rękawy. Przynosi buty. Trzyma rzeczy w sklepie. Nosi koszyk. Pomaga otwierać portfel w sklepach. 

Pomaga w sytuacjach, w których Kaśka czuje się bezradna, na przykład Sławek wychodzi, jej chce się pić, a butelka z piciem stoi na szafce nocnej. Dzieli ją od butelki niewiele, dwa metry, ale może na nią tylko patrzeć.” 

cyt z książki „Oto jest Kaśka” Sylwia Stano.

Zawsze na biurku mam stos książek, notesów, które są moją inspiracją. Motywują i pokazują, ze warto. I na tym stosie, na samej górze od kilku dni leży książka o Kaśce. Dobrze mi z nią.