Archiwa kategorii: Między podróżami

Co jest Twoim priorytetem na dziś?

Oh, zdecydowanie rozpocząć już praktykę masaży Zoga Face Integration.

Ogromnie długo na to czekałam. Planowałam, snułam wizje siebie przy stole masażu pomagającą Tobie w napięciach w obrębie twarzy, głowy, dekoltu i karku.

Mam to !

img_5625-2

Pierwszy certyfikat z I modułu szkolenia.

Jeszcze w marcu olśniło mnie, że chcę wrócić do zawodu fizjoterapeutki i masażystki. Tylko tym razem na własnych zasadach. Zawsze to kochałam i wiem, że byłam w tym bardzo dobra. Tylko życie postawiło mi na drodze złe osoby, które skutecznie mnie od tego odepchnęły. Nie chcę jednak do tego wracać. Chcę masować. Teraz jestem już starsza, dorosła i to ja decyduję z kim chcę pracować. Tyn razem spotkałam cudowną Gosię z https://www.instagram.com/perlapro_centrum_msz/ , która poleciła mi kurs Zoga Face Integration., sama jest po szkoleniach Zoga Movement.

Co ja się naprzeżywałam to moje. Ja jak to ja, przeżywam na zapas bardziej niż wszyscy inni. Ale było cudownie, super ludzie, spędziłam bardzo intensywny, weekend, rozmawiałam na wiele różnych tematów, poznałam techniki Zoga Face, a najważniejsze, że pokochałam i przekonałam się, że dla mnie to jest to.

Gdy o tym opowiadam lub tylko myślę uśmiecham się prawie tak samo szeroko jak opowiadam o Afryce, mówię prawie, ponieważ Afryka nadal jest i będzie moją największą miłością, ale kto powiedział, że trzeba kochać tylko jedną rzecz?

Zoga Face zmienia wszystko, postawę, kondycje skóry, koryguje efekty starzenia. I wiesz co, jestem w tym dobra, naprawdę dobra.

Zaczynam od września, chociaż stół do masażu przyjeżdża do mnie już jutro. Przez miesiąc ćwiczę, ćwiczę i ćwiczę aby być jeszcze lepsza. To będzie fantastyczna przygoda, którą traktuję bardzo poważnie. A przede mną jeszcze drugi moduł oraz trzeci czyli certyfikacja.

Zapraszam Cię serdecznie.

A jaki jest Twój priorytet na dziś?

Fundacja Zwierzęca Kraina, każdy z nas może pomóc

Opowiem Ci o pewnej fundacji. Tylko proszę przeczytaj do końca. Wiem, wiem, że gdy pada hasło „fundacja” od razu ogarnia nas zniechęcenie, czasem nawet złość. 

Jednak to naprawdę jest wyjątkowa fundacja. To są ludzie, a ich działalność nazywa się fundacja, ponieważ są uczciwymi obywatelami i chcą mieć wszystko prawnie udokumentowane. 

Lord Bruno

Zanim trafiłam do Fundacji Zwierzęca Kraina, każda prośba o pomoc kierowana do mnie bardzo mnie przytłaczała. Jest tak wiele osób i zwierząt potrzebujących pomocy. Ogarniała mnie rozpacz, a nawet bunt. Chciałam głośno krzyczeć „a gdzie jest państwo, instytucje?” Z resztą nadal mam na to ochotę. Ale teraz już wiem, że państwo i instytucje olewają małe fundacje w małych gminach czy miastach. Fundacje są skazane na siebie i ludzi dobrej woli.

Sołtys naszej wsi nawet u nas nie był, a już zdążył zwołać komisję w gminie przeciwko nam. Obroniliśmy się, bo nie mamy nic do ukrycia. 

Ale od początku, bo jak zwykle pisze te moje nieco przydługawe wstępy. Gaduła jestem 🙂

Ok, od początku. 

Do Fundacji Zwierzęca Kraina trafiłam przypadkiem przez Facebooka. Przemknął mi jakiś ich post i tak się zaczęło. 

Jak tylko poznałam założycieli Fundacji Zwierzęca Kraina od razu pokochałam całym sercem jak swoją rodzinę, nawet koty, choć wiadomo, że ja psiara jestem. Są też psy. 

Ewa, skręcamy kociakom drapaki
Jurek

Skromni ludzie, małżeństwo z synkiem, którzy bardzo kochają kociaki. Ewa nie może przejść obojętnie obok żadnego kota w potrzebie. Nawet jeśli już mają kotów po korek to i tak przygarnie, pokocha, wyleczy, wyprzytula i odkarmi. Jest chodzącą dobrocią. Jurek to złota rączka. Oboje straszne gaduły. Wpadam tam na chwilę, przejazdem, a zostaję na kilka godzin, bo tak mi z nimi dobrze, że tracę poczucie czasu. Pokochałam ich całym serduchem.

Żyją bardzo skromnie, tak bardzo, że jak jestem u nich to czuję ogromną pokorę do życia. Nawet czasem jest mi wstyd, że posiadam tak dużo, nawet jak czegoś nie potrzebuję. 

Nie proszą o pomoc, tzn proszą jak już jest naprawdę źle, ale zawsze szczerze krępują się prosić o wparcie. Tacy już są. Musze czasem wpaść i nakrzyczeć na nich, że proszenie o pomoc to żaden wstyd, bo przecież nie dla siebie chcą te pieniądze czy dary tylko dla kociaków i psiaków. Mają około 40 kotów i 6 psów. Mam nawet wirtualnie zaadoptowaną kotkę, Afrykę. Każdy może wirtualnie zaadoptować kociaka. 

Żyją z synkiem skromnie w starej chałupce. Jurek powolutku remontuje, jest im zimno, ale czuć ich miłość i wzajemny szacunek. Obdarowują uśmiechem i opowieściami. 

A potrzebują wszystkiego. Najbardziej pieniędzy na karmę i na opał w zimie i nawet już nie dla siebie, ale dla kotów. Koci pokój jest zimny więc zabrali je do swojej sypialni. 

Teraz zbieramy pieniądze na inkubator dla malutkich kotków, aby móc lepiej im pomagać i monitorować. Cała Polska zmaga się z ogromną bezdomnością wśród zwierząt, wszystkim jest ogromnie trudno, dlatego uważam, że my ludzie jesteśmy zobowiązani pomagać fundacjom, które biorą odpowiedzialność za kastrację, karmienie i leczenie zwierząt. Zamiast kupować kolejną średnio potrzebną rzecz możemy wpłacić datek na fundację. Ale można też inaczej wspomóc. Zanim cokolwiek wyrzucisz, bo znudziło się Tobie lub Twojemu dziecku popatrz na tę rzecz raz jeszcze i pomyśl czy mogłaby się komuś przydać. Możemy od Ciebie odebrać i wstawić na sprzedaż na bazarek. Wszystkie pieniądze z bazarku idą na fundację. Jeśli i tak nie możesz pomóc, to jest trzeci sposób a mianowicie możesz opowiadać bliskim o naszej fundacji, może akurat ta wiadomość trafi do kogoś kto zechce przeznaczyć 1,5% na fundację. Zawsze jest kilka możliwości pomocy. 

Ogromną pomocą jest też dobre słowo, że to co robią fundacje to dobra robota, potrzebna i doceniana, bo chyba wszystko zawsze można znieść, ale wszechobecny hejt i podłość jest najtrudniejsze w prowadzeniu tego rodzaju działalności. 

Ewuniu, Jurku dziękuję, że jesteście. Nie sposób wymienić wszystkich przyjaciół Fundacji Zwierzęca Kraina, ale Wam też wszystkim dziękuję, że jesteśmy razem. 

Dodam, że Fundacja jest zarejestrowana Numer KRS: 0000940801.
 Numer konta WMBS 42 9364 0000 2002 0041 5514 0001.

Tak mnie psiaki witają 🙂 Brązowy to Thibo, co był psem niedotykalskim.
Skręcamy drapaki.
Księżniczka

Ja też stworzyłam prezentownik

Dzień dobry, dzień dobry,

Witam się z Tobą po długiej podróży po Południowej Afryce i Botswanie. Nie sądziłam, że uda nam się zahaczyć o Zimbabwe i Wodospady Wiktorii, ale tam też byłam. Było pięknie i intensywnie, jak zawsze. 

Zapraszam Cię serdecznie na kolejną wyprawę.

Już niedługo pojawi się wpis podsumowujący całe safari. Tylko trudno pisać o upałach 39 stopniowych przy naszej śnieżycy i minus sześć. Ale zrobię to, już na dniach. 

Przesyłam Ci pocztówkę z Kapsztadu razem z ciepłem i dobrą energią jakie tam miałam. 

Niewiem, kiedy ten czas zleciał, ale już za dwa tygodnie są Święta Bożego Narodzenia. Rodzinne spotkania, pyszne jedzenie i prezenty. I ja piszę właśnie w tej sprawie. 

Pozwól, że przedstawię Ci trzy wyjątkowe produkty z mojej oferty, które są idealne na prezenty. 

Pierwszy produkt to Ręcznik Willow Weave. Bardzo delikatny i subtelny. Piękna jego biel czaruje i nadaje elegancji w każdej łazience. Jednak najważniejszą funkcję jaką pełni to doskonałe osuszanie włosów, bez osłabiania jego kondycji. 

Już nie raz opowiadałam o tym, że nie należy włosów wycierać w ręcznikiem frotte, ponieważ one zrywają i osłabiają strukturę włosa. Są wtedy słabsze i podatne na zniszczenie. Szczególnie teraz gdy nosimy czapki i kaptury. 

Ręcznik Willow Weave ma płaski, delikatny splot dzięki czemu jest idealny do pielęgnacji włosów zarówno długich jak i krótkich. 

Dostępny jest w trzech wariantach kolorów zdobień oraz w dwóch rozmiarach. 

https://www.justafrica.pl/bawelniane-reczniki-i-koce/66-willow-weave-towels.html

Drugi produkt to mój topowy czyli Kostka myjąca do twarzy z jedwabną myjką

Cudo.

Jedwab zawarty w mydełku i wyciągi z rooibosa doskonale zmywa zanieczyszczenia na skórze,                które nagromadziły się przez cały dzień. Usuwa makijaż oraz tusz do rzęs. Nie podrażnia i nie ściera naturalnego sebum. Nie wysusza. Lubiany jest zarówno przez nastolatki jak i nieco starsze panie. Czyli 18+, bo wszystkie jesteśmy 18+. 

Fajny prezent dla kobiety i mężczyzny. 

https://www.justafrica.pl/kosmetyki/34-kostka-myjaca-do-twarzy.html

Trzecia propozycja to koszyczek Mia Mélange

Drobiazg, który ładnie wygląda na stoliku nocnym oaz komodzie. Może być też jako przybornik na toaletce   lub w łazience. Pięknie ręcznie wykonany produkt, tworzony z pasją i zaangażowaniem. 

Mam nadzieję, że pomogłam Ci troszkę w wyborze prezentu. Drobiazgi, ale przyjemne i użyteczne.

https://www.justafrica.pl/home/146-koszyk-miska-s-ivory.html

Polecam. 

Moi bliscy też dostaną… a nie, oni czytają mój blog, więc nie mogę zdradzić co dostaną :). 

Ale kochają moje produkty 🙂 więccc…. 😉

Chodzę w czerni, ale nie w żałobie

Odkąd pamietam ubieram się cała na czarno. W ogóle w mojej szafie i głowie królują intensywne lub stonowane czerń, biel i szarość.

Owszem miałam taki epizod w życiu i zakładałam kolorowe ubrania. Było to kilka lat po Mamy śmierci, kiedy już poczułam, że nie muszę chodzić w żałobie. Jednak zawsze w takiej kolorowej stylizacji czułam się bardziej przebrana niż ubrana. 

Odkąd zaczęłam wychodzić z mroku i coraz bardziej rozumiem siebie wróciłam do mojego stylu. 

Kocham moją czerń. 

Kilka dni temu wybrałam się do świeżo otwartego centrum handlowego. Świeżo otwartego po lockdownie. 

Wybrałam się, żeby zobaczyć co nowego jest w księgarni i u jubilera, kupić sobie bieliznę. Popatrzeć na wystawy i ludzi. Ubrana byłam klasycznie, na czarno. Ładny czarny sweterek, garniturowe spodnie, czarne skarpetki i oczywiście moje niezniszczalne, ukochane Martensy. Maseczkę też miałam czarną i małą czarną torebkę listonoszkę. 

Tak czuję się dobrze. 

W jednym ze sklepów odzieżowych przeglądałam t-shirty. Tego w szafie nigdy dość, szczególnie dobrej jakości. Obok mnie były dwie kobiety. Matka z córką. Córka może ciut starsza ode mnie, a matka na pewno po siedemdziesiątce. Najczęściej podczas mich zakupów mam założone słuchawki, bo męczy mnie hałas. Tym razem jednak ich nie miałam i słyszałam rozmowę dwóch pań. 

Mama przymierzała sweter i coś nie bardzo sobie z nim radziła, poprosiła więc córkę o pomoc. Ta opryskliwie warknęła „to po co brałaś taki mały” Starsza pani coś tam po cichu jej tłumaczyła, że się ściąga, bo podkoszulka gruba itd. Po uporaniu się ze sweterkiem matka pyta jak wygląda, córeczka znowu niegrzecznie, że jakie to ma w jej wieku znaczenie. 

Ja coraz szybciej przesuwam wieszaki, nie oglądam już ubrań tylko staram się opanować oddech. 

Matka mówi „wiem, że Ci gorąco i jesteś zmęczona, to może innym razem pomożesz mi coś wybrać?”  i córeczka: „oj dobra jak już jesteśmy to wybieraj tylko szybciej”. Ja już jak kobieta w kasie zapierdzielam z wieszakami i czuję jak mi żyła na szyi wychodzi, a jak mi żyła na szyi wyjdzie to już koniec, nie zatrzymasz mnie. Matka pyta o spodnie i słyszę sapanie córki. 

I poszło… 

Powoli odwróciłam się w ich stronę, spojrzałam w oczy córce i matce odczekałam chwilę, żeby złapać oddech. Patrzę na siebie od stóp do głowy patrzę córce w oczy i mówię : oddałabym wszystko, żeby móc teraz doradzać Mamie i być z nią na zakupach… i cisza. 

Matka miała łzy w oczach, po starszych ludziach wzruszenie widać wyjątkowo wyraźnie, natomiast córka zamarła. Patrzyła na mnie i tą moją czerń i zamarła. Cisza, cisza, cisza i nagle słyszę „przepraszam Mamo”. Odwróciłam się i odeszłam. 

Mnie to nic nie kosztowało, moja czerń nie była spowodowana żałobą. Wręcz przeciwnie kocham ją, bo to ja. Ciesze się, że to zrobiłam, że odezwałam się. Nie potrafię iść przez życie obojętnie. Po prostu, takim wrażliwcom jak ja trudniej się żyje. Jednak mają też dobre momenty, mam poczucie, ze im pomogłam. 

Czuję, że jestem silniejsza. Czuję, że wreszcie wracam wgłąb siebie. 

Afryka

Afryka, Południowa Afryka, Namibia, Botswana, Zimbabwe.

 

Dla niektórych to nazwy obco brzmiące, dla niektórych to egzotyka, a dla jeszcze innych marzenie. Dla mnie te wyrazy to magia, melodia, tchnienie.

Tam jestem inna, jakaś taka jakby świat nie istniał, a liczyła się chwila. Afryka dała mi więcej niż może się wydawać. Daje mi siłę i wiarę. Mam wiele zdjęć gdzie stoję tyłem z rozłożonymi ramionami. To tak jakbym chciała latać, albo objąć to co widzę i chłonę, chłonę każdą minutę i każdy centymetr Afryki. Czuję, że mamy wspólny wyszeptany układ. Może kiedyś go zdradzę, ale na razie wstawię tylko zdjęcia, na których nie pozuję. Po prostu jestem w Afryce.

Jest godzina dziwna, raczej późna, bo jest 01:21, ale jakoś spać nie mogę i coś mnie pcha do napisania i wstawienia tych zdjęć, a pomysłów mam coraz więcej. Wstawię na razie kilka.

IMG_ - 1 (11)

IMG_ - 1 (7)

IMG_ - 1 (1)

IMG_ - 1 (2)

IMG_ - 1 (3)

IMG_ - 1 (4)

IMG_ - 1 (5)

IMG_ - 1 (6)

IMG_ - 1 (8)

IMG_ - 1 (9)

IMG_ - 1 (10)

IMG_ - 1

IMG_ - 2

Nie przerażają mnie długie loty. Nie jest ważne dla mnie jak długo będę tam lecieć. Dla mnie świętem jest, że w ogóle mogę tam lecieć i być.

A i głos podobno mi się zmienia jak tylko zaczynam mówić o mojej Afryce, jakby ktoś światło w środku we mnie zapalił.

Afryka dała mi siłę do walki z wszelkimi przeciwnościami, chorobami, lękami, ale i do pielęgnowania radości. Gdy jest mi źle włączam komputer i gapię się na zdjęcia i przypominam sobie zapach i kolory i jakoś wstaję i działam.

A teraz w nocy pomyślałam, że nie tylko o Afryce będę pisała na blogu, chociaż ona będzie tutaj najważniejsza, bo zawsze jest, ale spróbuję też pokazać co jeszcze jest w moim życiu poza granicami Afryki, ale Afryką w sercu jest.

 

Co dziś mi Afryko dasz ?

Przepiękny afrykański poranek. Safari nieubłaganie zbliża sie do końca. Jeszcze tylko dwa dni.

Ale…

Co dziś mi dasz piękna Afryko? Zapytałam jej po cichu przeciągając się leniwie 🙂 Ach tak? Dziś Okno Boga, miejsce, o którym mówi się, że gdy Bóg zaczął tworzyć świat to zaczął od tego miejsca. Hmmm, nie mogę się doczekać 🙂 Już chcę tam być. Ach ten mój brak cierpliwości 🙂

IMG_0324

 

IMG_4216

 

IMG_3881

 

IMG_3854

 

IMG_2701

 

IMG_3865

 

IMG_0325

 

IMG_0327

 

IMG_0331

 

IMG_0333

 

IMG_0335

 

Punkt widokowy położony jest bardzo wysoko w górach, dlatego nigdy nie wiadomo czy i kiedy uda nam sie podziwiać widoki. My mieliśmy prawdziwe szczęście. Było pięknie.

Nie ma powtórek

Czy malując nasze siwe włosy nie oszukujemy siebie, że jesteśmy młode/młodzi i mamy czas? Czy nie jest wtedy łatwiej myśleć, że mamy jeszcze czas i odkładamy życie na później?

Życie nie jest nam dane za zawsze, powtórek też niestety nie ma.

Uczę się żyć świadomie, nie obojętnie i mimo, że jest to cholernie trudne ja się nie poddam.

Ostatni tydzień był dla mnie bardzo trudny i szczerze mówiąc średnio sobie z nimi poradziłam.

Jednak dałam sobie czas, poukładałam myśli, przypomniałam sobie jak kruche jest życie. Jak mało jest na świecie szacunku do życia.

Zauważyłam, że dużo osób odkłada życie na później. Sama się na tym łapię, że czekam. Ale co gdy „później” nie będzie. Ja nie mówię o tym, żeby ciągle przewidywać najgorsze, chodzi mi bardziej o to, żeby korzystać z życia teraz.  Tu i teraz. Mój problem doskonale opisał Budda, cytat poniżej.

„Sekret zdrowia dla umysłu i ciała to nie opłakiwać przeszłości, nie martwić się o przyszłość lub oczekiwać problemów, ale żyć mądrze w chwili obecnej.”

Moja Mama miała 44 lata gdy zdiagnozowano u niej glejaka, guza mózgu, musiała zrezygnować z ukochanej pracy, zrezygnować z jazdy samochodem. Po prostu ma Pani guza mózgu, koniec, idzie Pani na rentę, do widzenia. W wieku 44 świat i życie powiedziało Mamie adiós.

Półtora roku temu moja ukochana klientka miała bardzo ciężki wypadek, wjechała na nieoznakowanym przejeździe kolejowym pod pociąg. Kobieta serdeczna, pełna życia, ciepła, cudowna Babcia i Mama. Miała całą furę pomysłów na życie, planów. Miałyśmy się spotkać jeszcze wiele razy.

Bliskich i trochę dalszych odchodzi zbyt często.

Mama miała 44 lata, Pani Grażynka 56. Ja mam 42 lat.

Naprawdę chcę żyć. Chcę żyć w zgodzie ze sobą. Nie chcę żyć obojętnie obok.

Nie, nie zastanawiamy się nad tym. Po prostu gonimy dalej. Gdy ktoś opowiada o swoich problemach tak łatwo jest pomyśleć, dobrze że u mnie tak nie ma. A ja zapytam czy na pewno? Czy po prostu nie chcesz się zagłębiać w swoje życie, ze strachu, że odkryjesz co powinieneś zmienić? Nie wiem, może więcej czasu poświęcić dla siebie lub dla bliskich, którzy tęsknią, a może odpuścić wreszcie i nie gonić za kimś kto Ciebie nie chce.

Mamy jedno życie i chciałabym usiąść kiedyś w fotelu i powiedzieć, przeżyłam życie jak chciałam.

Nie odkładaj życia na później, ale też nie myśl, że jesteś na coś za stary. Nigdy nie jest za późno na odrobinę egoizmu i zadbanie o siebie.

Czasem gdy jest mi tak bardzo źle, siadam sobie w miękkim, bujanym fotelu, patrzę na zdjęcie Mamy i pytam jej co mam robić. I zawsze dostaję tę samą odpowiedź „ŻYJ”. Życie jest darem.

Mniej więcej od 9 lat choruję na depresję. Jest ze mną  każdego dnia, raz wygrywam ja raz ona. Jednak od niedawna, gdy opadam z sił Mama szepcze „Żyj”, wstaję wtedy i wiem, że jestem silna i nie zmarnuję ani jednego dnia dłużej.

Życie nie jest na zawsze i nie ma powtórek.

Dlatego żyj tu i teraz.

 

nie zagłuszaj szumu lasu

11 kwietnia, niedziela, wiosna.

Od lat zmagam się z depresją i od lat żyłam w mroku. Siły dodawały mi moje psy i podróże do Afryki gdzie czułam się wolna.

Teraz jestem w Polsce, pierwsza wiosna w Polsce od kilku lat. Moje leczenie daje dobre efekty i mimo, że tęsknię za Afryką całą sobą to uczę się dostrzegać życie tu i teraz. W tych trudnych pandemicznych czasach każdy z nas żyje w stałym napięciu. Moja pani psycholog mówi, że jest to życie w traumie. Codziennie boimy się o zdrowie i życie swoje i bliskich, codziennie słyszymy o śmierci, niepewności jutra i zagrożeniu. To jest typowa trauma.

Jednak trzeba żyć. Przede wszystkim dla siebie, ale też dla najbliższych.

W poprzednim wpisie pisałam, że wybrałam życie. Bardzo skupiam się na terapii i na byciu tu i teraz . Pierwszy raz od lat widzę życie. Widzę każdy zielony listek, słyszę każdą nutę wyśpiewaną przez krzątające się przy gniazdach ptaki. Patrzę w niebo i widzę błękit.

Wiele osób zaczyna wiosnę od porządków w szafie. Ja natomiast zaczęłam od porządków w książkach. Przygotowałam książki, które chcę koniecznie przeczytać wiosną i latem.

Aha, przestaję mówić słowo „muszę”. Zastępuję go słowem „chcę”.

Nie, nie jestem zdrowa. Mam mnóstwo lęków, dopadają mnie chwile obniżonego nastroju, popadam w odrętwienia. Depresja będzie ze mną już całe życie. Ale w tej chwili cieszę się z efektów leczenia. I nawet gdyby ta poprawa miałaby trwać tylko kilka dni lub tygodni to ja ją chwytam i trzymam z całych sił.

Nie zagłuszam szumu lasu. Nie udaję, że jest inaczej.

Po prostu jestem TU i TERAZ.

Najczarniejszy dzień od 14 lat

Boże pomóż mi być takim człowiekiem, za jakiego bierze mnie mój pies

8 października 2020 roku był moim najczarniejszym dniem od 14 lat. Pisze nieskładnie, ale emocje są nadal świeże. 

Dzień nie zapowiadał niczego dramatycznego. Od kilku dni czułam się przemęczona i jakaś rozbita. Rozważałam wzięcie kilku dni może nawet tygodni urlopu. Sama prowadzę swoją firmę więc w zasadzie rozważałam przerwę na jakiś czas. Chciałam pozbierać myśli, nabrać dystansu. Byłam skupiona na tym jak mi źle i co mogę zrobić żeby to naprawić. 

Nie wiedziałam jeszcze, że za kilka godzin całkowicie odmieni się sposób mojego postrzegania życia. 

Wieczorem Wega, mój świat, moja sunia, moja bratnia dusza poczuła się źle. Pierwsza moja myśl, że to po zastrzyku z antybiotykiem na biegunkę, która męczyła ją od trzech dni. Jednak gdy nie chciała wyjść z samochodu, a po wyniesieniu jej od razu położyła się już wiedziałam, że mój pies cierpi. Spojrzała mi w oczy i zobaczyłam w nich rozpacz i strach. Tak tak, ja po spojrzeniu w oczy moim psom wiem, kiedy jest źle. Tak u obu psów wykryłam babeszjozę. 

Oczy mojej suni przepełnione były bólem i rozpaczą. 

Nie myślałam ani chwili. Włożyłam na siebie cokolwiek (dopiero w lecznicy zobaczyłam, że mam na sobie brudne dresy) i od razu pojechałam do lecznicy. To był moment. Nic nie czułam, o niczym nie myślałam, byłam jak maszyna i prostu chciałam już tam być. 

Szybka wizyta, szybkie Usg i jeszcze szybsza diagnoza. Pękł wielki guz i jest ogromne krwawienie do jamy brzusznej, pies się wykrwawia. Nie wiadomo czy guz wątroby czy śledziony, jak wątroby to będzie uśpienie psa śródoperacyjne, jak śledziony to jest niewielka szansa, to jest lepiej. Ale L. szybko został zabrany z Wegunią na Rtg, jeżeli są przerzuty to nawet nie będą operować. 

Tylko kilka zdań… a ja słyszę… 

Mój pies umiera, a ja razem z nią. Nie wiem czy są przerzuty, później orientuję się, że chyba nie skoro operacja trwa. Nie wiem czy oddycham, wiem, że drapię L. i błagam bezgłośnych skowytem, żeby mi los jej nie zabierał, bo umrę. Czułam, ze nie oddycham, ale nie mogę, bo ona umiera, a ja razem z nią. Pytam ostatkiem sił czy mogę ją jeszcze zobaczyć zanim umrzemy, słyszę tylko w oddali „nie mamy na to czasuuuuu, nie mamy na to czasuuu….” 

Duszno , jest mi duszno, mój rozum jest daleko, serce przestaje bić i tylko ten ból. Nawet nie wiedziałam, że w sekundę może zaboleć każda komórka ciała, jakby im też zabrakło tlenu. 

Wydaje mi się, że tak może czuć się człowiek, który tonie. Ja tonęłam w mojej rozpaczy. 

Czekaliśmy na korytarzu i było tak cicho. Lecznica była już nieczynna, jednak nam pozwolono zostać. Cisza była tak przejmująca. Miałam wrażenie, że słyszę maszyny ratujące jej życie i krzątaninę lekarzy. Gdy wyszła pa doktor i powiedziała, że guz śledziony popatrzyłam na nią z taką miłością. Patrzyłam na nią jakby zaświeciła jaśniej światło. 

Kolejna godzina i przychodzi do nas lekarz, który operował Wegunię. Operacja udała się, śledziona wycięta, była ogromna utrata krwi i decydujące będą kolejne dwie trzy doby. 

Pamiętam już tylko urywki, że na wyniki trzeba poczekać dwa tygodnie, że musi Wega zostać w szpitalu i o rokowaniach, że trzeba cieszyć się każdym dniem. A ja w tych wszystkich zdaniach i wyrazach słyszałam, że żyje, mój świat przeżył. 

Wega jest już w domu, jest obok mnie. Czasem pochrapuje przez sen. A ja musze ją czuć. Nie wystarczy mi, że ją widzę, muszę czuć, ręką dotknąć oba psy. Drago jest zawsze obok, czekał na Wegunię i tęsknił w każdej minucie. Ja muszę czuć ich oboję. Patrzę i czuję, że to jest cud, że je mam. 

Nie potrzebuję już urlopu, nie jest mi już źle w życiu. 

Moja Wega żyje, ja jeszcze nie. Jeszcze zostałam tam w lecznicy i wyję. Bo czekamy na wynik, bo mam cieszyć się każdym dniem z moim światem. 

Jednak najważniejsze jest to, że mam je obok. Wega i Drago. Moje dwa serca, światy. 

DRAGO

Drago, to byl zaszczyt, ze moglam byc Twoim opiekunem, przyjacielem, psia mama. Byles moim wszystkim. Zawsze obok. Dziekuje Ci, ze wypelniles dom ogromna miloscia i zaufaniem. To byly cudowne 10 lat naszego zycia. Teraz pobiegles teczowym mostem do swojej Wegi i razem szalejecie na rajskich lakach. Teskniles za nia bardziej niz kochales zycie. Wytrwales bez niej 7 miesiecy, a gdy spokojny uznales, ze sobie poradze postanowiles pojsc do swojej krolowej. Jestes moim swiatlem. Do zobaczenua w psim raju moj Przyjacielu.

Pożegnałam najbliższego i najwierniejszego przyjaciela. Był dla mnie wszystkim, zawsze ze mną, zawsze obok. 

Czy można opisać ból? Nie fizyczny, chociaż może też. 

Odszedł na moich rękach. Oboje już byliśmy gotowi. On wiedział, że już sobie poradzę i już nadszedł jego czas. Ja wiedziałam, że jest już gotowy i jego dusza rwie się do jego królowej. Tęsknił i kochał ją bardziej niż życie. To uwielbiałam to w nim, tą wierność i oddanie połączone z nieopisaną łagodnością. Był chodzącym dobrem. Prawdziwym dobrem. 

Część mojego serca zgasła, po to żeby odrodzić się na nowo, jak Fenix. 

Nie płaczę za nim, czuję spokój, że już nie cierpi. Bo prawdziwa miłość jest wtedy, gdy pozwalasz odejść mimo rozdzierającego smutku i strachu. A to była prawdziwa miłość. On czekał, aż poczuje spokojne bicie mojego serca, że podołam. Ja trzymałam go w ramionach i pomogłam przejść na drugą stronę tęczowego mostu. Na zawsze mamy więź. 

jestem spokojna

Dziwne i nieznane mi uczucie, ale tak, jestem spokojna. 

Dałam mu życie jakie umiałam. Podziękowałam mu za zaszczyt jakim mnie obdażył chcąc spędzić ze mną swoje życie. Zawsze będzie w moim sercu, jego nauki łagodności i cierpliwości przekażę Yenie, która została i tak pięknie patrzy mi w oczy. Wychowam ją z taką samą starannością jak jego. Jest promykiem osuszającym łzy na policzku. Jest pełna życia i ciekawości świata. I ja pokażę jej ten świat 🙂

Biegaj Drago ze swoją królową Wegą. Bez bólu. Widzę Twój uśmiechnięty pysk i radość, która aż się w Tobie nie mieściła. Kocham. 

Te teksty to dwa wpisy. Jeden na Facebooku, drugi na IG. Nie mam siły pisać trzeciego. Napisałam już wszystko co czułam.

Czuję wdzięczność za wsparcie jakie otrzymałam od ludzi. Były wiadomości, których nawet się nie spodziewałam. Zabrakło tych, na które tak liczyłam. Za te brakujące też jestem wdzięczna, bo pokazują, że już nie czekam. Idę przez życie spokojna. Mam za sobą piękne 10 lat z Dragiem i kolejne z Yeną.

Dziękuję za t cenne lekcje życia.