Archiwa kategorii: Między podróżami

Który Park wybrać?

Właśnie pisałam program dla kolejnej grupy, która jest zainteresowana safari i przyszła mi do głowy pewna myśl.

Południowa Afryka jest ogromna, ma wiele atrakcji, pięknych miejsc do zaoferowania. Samych parków jest kilka, no i właśnie tu pojawiła się moja dzisiejsza myśl, który park lubię najbardziej hmm… sama nie wiem. Uwielbiam być w Krugerze, ta roślinność, zmieniające się krajobrazy, bliskie obcowanie z dzikimi zwierzętami jest absolutnie, ale to absolutnie wspaniałe, ale … jest też Transgraniczny Narodowy Park Kgalagadi, jest Park Narodowy Karoo, Addo Elephant Park i inne.

Właśnie popijając pokrzywkę (zawiera dużo żelaza) poszukałam w swoich przewodnikach parków RPA. Ok, ok jak zaczęłam liczyć, to tutaj ograniczę się do rozmyślania nad Parkami z Wielką Piątką lub zbliżoną do Wielkiej Piątki 🙂 🙂 🙂

Wracając do moich przemyśleń. No to nadal nie wiem…

Jest Addo Elephant Park, ale on wydaje się mały. Piękne pagórkowe tereny, widoki,  ale lwice z obrożą jakoś mnie raziły, szkoda mi ich było. Niestety słonie też tam są inne, afrykańskie, ale inne. Niestety na tak małym terenie, mieszają się ze sobą i wystąpiła wada genetyczna i nie mają ciosów. Jak tak na nie patrzyłam to jakby szczerbate były. Biedne są, bo przecież słonie uwielbiają obskubywać korę z drzew, a robią to ciosami.

No sama nie wiem.

Park Krugera jest wyjątkowy, ale jest już sporo turystów, restauracje są komercyjne, często wytropienie dzikiego kota zaczyna się od obserwacji czy jest duże skupisko samochodów. Jednak ja kocham Krugera, za tereny i widoki, za słonie, które właśnie w tym parku wydają się być naprawdę u siebie. Mogłabym tam jeździć non stop, w każdej wolnej chwili. Turystom też szczerze poleciłabym Krugera. Nawet nie przeszkadza ilość samochodów, bo znamy drogi gdzie nadal w ciszy i samotności mamy możliwość obserwacji zwierzat a nawet wypicia kawy. Uwielbiam pogawędki ze strażnikami, obsługą parku, prawdziwa księga wiedzy.

No ale uwaga !!

W tym roku poznałam Park Kgalagadi i przepadłam.

Zakochałam się w Parku Kgalagadi. Jest to pustynny, gorący teren.  Jechałam, jechałam, jechałam pustynną drogą pośrodku niczego i nagle… LEW!!! Piękny Lew Pustyni Kalahari. Szok, piach, upał pył i lew. Przepadłam. Ludzi, turystów jak na lekarstwo, w sklepie spożywczo, elektryczno, grillowym wybór tak albo nie 😀 Czyli moja dieta wegetariańsko – bezglutenowa wystawiona na ciężką próbę, ale było pięknie. W kampie jesz tak jak na żaglach z moim Tatą, jesz jak sobie ugotujesz 🙂 Ale było pięknie. Nie ma internetu, nie ma sygnału w telefonie, więc raczej organizm nie choruje 🙂 Już nie wspomnę, że o telewizji czy radiu to można zapomnieć jeszcze przed bramami parku. Było pięknie.

Zafascynował mnie jeden kamp, hmm, po zmroku nie wolno wychodzić z domków, bo kamp nie ogrodzony, a w końcu żyją tam lwy, lamparty i inne drapieżniki, ale stojąc na ziemi poza domkiem taras i przejście do kuchni  jest na wysokości uda.  Wspaniale, dzikość dzikość i dzikość 🙂

Ok, czy wiecie, że gdy chcecie zabezpieczyć się przed wpełzaniem węży to pokoju to trzeba obsikać murek? Tak jest ? Czy znowu Andrzej mnie wkręcił? Nie, nie uwierzyłam i nie sikałam. Zamknęłam się szczelnie i dokładnie. 🙂

Nie ma moich ukochanych słoi w Parku Kgalagadi, ale są lwy i przepiękne Oryxy, o matko jakie one są piękne 🙂 Czy mówiłam, że nie ma za dużo ludzi przez co teren wydaje się bardziej dziki? Lwy też wydają się bardziej dzikie. Nawet Andrzej kozak w Afryce przestraszył się lwa idącego obok samochodu. 😀 Niby sobie obserwuje, ja robię zdjęcia, rozmawiamy, ale gdy lew był już na wysokości Andrzeja drzwi to sama mu ręka poleciała, żeby przymknąć okno 🙂 Widok bezcenny 😀 Ale żeby nie było ja węże oglądałam przy całkiem zamkniętych oknach 🙂 Wiadomo? Jeszcze się rzuci? 🙂

Pięknie było. Daleko, dziko, gorąco i pustynnie, ale warto przeżyć taką przygodę i poczuć Afrykę 🙂

Nie nie wybieram żadnego parku, każdy ma urok i coś innego do zaoferowania. Wszystkie parki są piękne i ciekawe. Wracam do pracy nad programem 🙂 Miłego wieczoru 🙂

 

spokój, z czym kojarzy mi się spokój…

Dziś mnie olśniło i muszę o tym koniecznie napisać.

W moim życiu słonie są wszędzie tzn. w głowie, w sercu, na wisiorku na szyi, na bransoletce, którą mam zawsze na ręku gdy wychodzę z domu, bo to taki mój talizman.

Tak, owszem zawsze piszę o afrykańskich słoniach, bo je znam i kocham i nawet myślę, że warto napisać o różnicach między słoniem afrykańskim a indyjskim, ale to nie dziś.

Dziś chcę napisać o olśnieniu.

Siedzę w domu w piękny i spokojny majowy poranek ( 23 stopni mimo wczesnej pory), słucham koncertu łąkowych i leśnych ptaków i pomrukiwań śpiących obok psów i oczywiście myślę o Afryce, o mojej ogromnej miłości. I pierwsza myśl jaka przychodzi mi to głowy to busz, Narodowy Park Krugera wcześnie rano, gdy jeszcze słońce nie wypaliło chmur, gdy zwierzęta dopiero się budzą i antylopy odczuwają ulgę, że przetrwały noc. Czuję w myślach zapach buszu. Uwielbiam moment wyjeżdżania w busz i uczucie rześkiego poranka na ramionach, czasem zapach kawy i żartobliwe tworzenie listy co dziś koniecznie musimy zobaczyć. Tak jakby rzeczywiście dało się to zaplanować 🙂 Przecież wiadomo, że nie 🙂

Ale gdy myślę „spokój” mam w głowie słonie. I to mnie dziś olśniło. Ja kocham słonie, bo czuję od nich spokój. Gdy patrzę na słonie, czuję miłość, troskę i niezachwiany spokój. Słonie raczej nie mają przeciwnika w naturze poza niestety człowiekiem i cywilizacją, ale mówię tu o drapieżnikach. Wiadomo, że słoń jest największy i nie musi o nić walczyć. Udziela mi się ich troska o bliskich, zawsze są razem, troszczą o rodzinę i o członków stada. Nie spieszą się . Gdy patrzę na ich ruchy czuję jak ważna jest dokładność i spokojne ruchy. Mi często zdarza się robić coś chaotycznie, w nerwach. Tu strącę, tam zbije. A one nie, one maja ruchy powolne, ale zdecydowane, widziałam jak matka uczy dziecko zrywać listki z krzaków. Spokojnie i cierpliwie, gdy mały się rozpraszał ona trąbą przyciągała go z powrotem. Gdy czują, że ktoś narusza ich przestrzeń dadzą znać, że im się to nie podoba, ale tez nie atakują. Po prostu uprzedzają o tym, że za blisko. One są potwornie skupione, nie wiem na czym, ale ich oczy są skupione i spokojne.

Oczywiście miałam do czynienia z szarżującym słoniem, ale gdy nie walczą o terytorium ich spokój i dostojność jest magiczna.

One uczą mnie spokoju, udziela mi się ich piękny, niezakłócony spokój.

Dlatego o słoniach będzie jeszcze nie raz, ale słonie są u mnie wszędzie. W głowie, w sercu, na wisiorku na szyi, na bransoletce, którą mam zawsze na ręku gdy wychodzę z domu bo to taki mój talizman.

Jedna jaskółka czyni wiosnę

Szukam świata,

w którym jedna jaskółka 

czyni wiosnę

Gdzie szewc chodzi w butach

Gdzie jak Cię widza 

to Dzień Dobry

Szukam świata

w którym

Człowiek człowiekowi 

człowiekiem. 

Dlatego opowiem Wam o Panu Tadeuszu.

Nie wiem ile ma lat, nie znam jego historii, ale on zostanie w moim sercu na zawsze. Człowiek znikąd, niewyróżniający wśród ludzi. Cichy, skromny człowiek aż do bólu, w poczekalni starego szpitala czeka z nami na spóźnionego lekarza. Wszyscy jesteśmy sobie równi, niezależnie od wieku, płci, pochodzenia i statusu, jesteśmy pacjentami tego samego szpitala, oddziału, jesteśmy równi. Rozmawiamy głośno, ponieważ niektórzy nie słyszą dobrze, ale i humory dopisują więc opowiadamy sobie różne historie i żarty. A pan znikąd siedzi obok i gdybym go nie zaczepiła to pewnie nie odezwałby się ani słowem. Ja jestem gaduła, od niedawna odkopuję dawną Amelię, więc coraz częściej wszędzie mnie pełno. Nawet nie pamiętam o czym zagadałam do Pana obok, chyba coś o tym czy też ma zakroplone oczy. Nigdy, przenigdy nie sądziłabym, że od tych paru słów zmieni się moje myślenie, jakby mnie ktoś obudził z twardego snu. Zaczęliśmy rozmawiać, ja gaduła, on potwornie skrępowany. Inni oczywiście nie zwrócili uwagi na mojego rozmówcę. A my po prostu rozmawialiśmy. Na początku o okulistach, o cukrzycy i jej objawach i nagle On mówi mi, że od lat codziennie przed snem myśli, że jutro będzie dobry dzień, że wszystko będzie dobrze. Aż mnie zatkało, przecież widać na kilometr, że to chodząca samotność i skromność, a on mi mówi, że od lat przed snem myśli, że jutro będzie dobry dzień?!? Skąd ty się wziąłeś człowieku ?!? To ja młoda, zdrowa codziennie zamartwiam się wszystkim, stresuję każdą materią na tym świecie, a Ty biedo chodząca mówisz mi spokojnie z uśmiechem wynurzającym się spod długich wąsów, że codziennie wierzysz, że jutro wszystko będzie dobrze?!?
Poczułam wstyd, że tak nie można, nie mogę marnować życia, zwyczajnie nie mam do tego prawa.
I tak jak nagle zaczęliśmy rozmawiać, tak nagle przestaliśmy. Po prostu musiałam po badaniu wracać do siebie, ale coś we mnie już pękło. Po prostu już nie mogłam się na niczym skupić, odnalazłam tego pana na oddziale w sali numer pięć. Siedział skulony przy szpitalnej szafeczce i jadł ten okropny ryż z jabłkami, który dali nam na obiad. Jadł i jakby się modlił, nie prosząc o nic. Po prostu tam był. Weszłam do sali i zapytałam o imię, na imię ma Tadeusz. Gdy mnie zobaczył, był tak zaskoczony, że aż zaniemówił. Powiedziałam mu, że piszę dzienniki i opisuję zdarzenia, historie, a także piszę o wyjątkowych ludziach, których jest mi dane spotkać na swojej drodze. A przecież on mi powiedział wiersz w poczekalni Tuwima o spóźnionym słowiku.
Nie wiem ile Pan Tadeusz ma lat, pewnie ze dwa razy więcej ode mnie, ale dzięki niemu zrozumiałam, że czas wziąć się za siebie i szanować to co mam. Cieszyć się każdym dniem. Nie jestem w stanie opisać, a nawet nazwać tego w myślach jak bardzo się ucieszył, gdy zapytałam czy mogę czasem wysłać do niego list z Afryki lub innego miejsca na ziemi, ta jego radość pomieszana z niedowierzaniem, że ktoś się przy nim zatrzymał i zauważył. Zapytał cicho, aż poprosiłam o powtórzenie, czy mogłabym czasem na trzy minuty zadzwonić i powiedzieć jak było w podróży.
A ja skarżę się na samotność?
Łóżko pościelone idealnie, na kocu równo ułożony stary, wysłużony modlitewnik, szampon, stara książka, chyba kryminał, długopis i on skromnie pochylony nad talerzem ciepłego ryżu.
Poczułam wstyd. Wstydziłam się samej siebie. Jak mogę się skarżyć na samotność, jak mogę myśleć, że jest źle. Owszem jest trudno, ale czy aż tak? Czy bardziej niż Panu Tadeuszowi?
Czy ze mną jest coś nie tak, że nie potrafię przejść obojętnie? Czy potrafimy dostrzegać ludzi ciekawych, ale tak bardzo skromnych. Czy ten świat pochłonął już delikatność i wrażliwość a pozostawił gonitwę za dobrobytem i prześciganie czasu jakby doba musiała być dłuższa?
Czy jestem odmieńcem, dziwadłem, że porusza mnie człowiek, który cieszy się ze zwykłej rozmowy z drugą osobą? Nie wiem, ale dobrze mi z tym. Taka jestem, pokrzywiona, dziwna, inna.
I napiszę list do Pana Tadeusza, żeby mógł poczuć, że nie jest całkiem sam na tym świecie.
Taka jestem. Amelia

co ja widziałam i ile poznałam ….

Polska przywitała mnie dość ponuro. Ciemno, mokro i deszczowo. 12 stopni!! to straszne.
W Afryce rozkwita wiosna, upał, słońce i radość. Bo w Afryce jest fajnie 😉
Ale jestem tutaj i mimo lekkiego zmęczenia mam ogromną ochotę wszystko opowiedzieć.
KOCHAM AFRYKĘ, Południową Afrykę to wiadomo, ale też zakochałam się w Botswanie.

Nie wiem od czego zacząć? Od początku? to banalne… A może od tego najbardziej…? to za szybko 🙂

Zacznę od tego co w duszy gra, a grają słonie 🙂 Było ich mnóstwo. W Krugerze, w Botswanie przy rzece Chobe i w Okavango. Nie było ich w Kgalagadi Park oraz Karoo National Park, ale to zupełnie inna historia 🙂

Gdy widzę słonie to jestem jak zaczarowana. Nawet goście z naszych grup szybko zorientowali się, że gdy pojawiają się słonie to koniec… Amelii nie ma 🙂 No nie umiem się powstrzymać 🙂 Serio.

Były przy kampie, setki słoni. Były w rzece i przy rzece. W buszu uczyły małe do czego właściwie jest ta trąba 🙂
Na instagramie Kenako wstawię filmik, na którym widać, że wszystkie słonie nabierają wodę trąbą a jeden maluch patrzy, patrzy i nie kuma. Po co ta trąba? Więc zaczął ją machać i chlapać 🙂 Ale to chyba nie o to chodziło 😀 😀 nauczy się maleństwo na pewno 🙂

O słoniach opowiem jeszcze wiele razy. Teraz pokażę Wam kilka zdjęć 🙂


 

 

Byłam w słoniowym raju 🙂

Każde zwierze jest piękne nawet Bawół

Bawół – kolejny przedstawiciel Wielkiej Piątki.

img_-1-6
Opisywałam już słonie i uczciwie mówię, że słonie są moją ogromną miłością i jeszcze nie raz o nich napiszę.
Ale dziś będzie o Bawołach.

img_-1-7

img_-1-1

Specjalnie piszę wielką literą, bo one wzbudzają we mnie jakiś taki sama nie wiem… no w każdym razie czuję, że powinnam pisać z dużej litery.
Jest to ogromne zwierzę. Dorosły samiec waży około tonę. Jest to rodzaj bydła, ale jako jedyne z tego gatunku, którego nie dało się udomowić. Szczerze mówiąc nie dziwię się.

img_-6

img_-5

img_-5-1
Zaliczany jest do 5 najniebezpieczniejszych zwierząt Afryki. Ja osobiście jakoś nie czuję się komfortowo jak jestem zbyt blisko nich. Coś w tych oczach jest strasznego dla mnie 🙂

img_-1

Tutaj właśnie był bardzo blisko mnie i nie chronił mnie samochód. Przyznam szczerze, że panikowałam.

img_-2
Charakterystyczną cechą Bawołów są ich rogi potocznie nazywane hełmem. Ja jako kobieta wiszę w tym dziwnie zaczesaną i zastygłą grzywę 🙂 No przyjrzyjcie się sami 🙂
Im starszy osobnik tym twardszy i grubszy hełm.

img_-1-4

img_-2-1

img_-3

img_-1-5
Czasami zdarzało nam się znaleźć w środku stada, czasami przecinały nam drogę. Zawsze jednak czułam ich siłę.
Niestety na Bawoły dość często polują dorosłe lwy i zazwyczaj w grupie, bo nie jest łatwo powalić tak ogromne zwierze.

Niestety też statystyki mówią, że od Bawoła ginie około 200 osób rocznie. Jednak ja nadal uważam, że zwierze najpierw ostrzeże zanim zaatakuje, więc nie wiem w jakich okolicznościach zginęło te 200 osób.

img_-1-2

W każdym razie ja czuję respekt i nie zamierzam wchodzić im w drogę.

img_-4

img_-1-3

img_-4-1

img_-2-2

Krótko mówiąc moim zdaniem to takie brzydale bez których afrykański krajobraz dużo straciłby na swoim uroku. One muszą być.

My z Andrzejem mówimy w żartach, że to afrykańska Tatanka 🙂

Uwielbiam takie miejsca

Kiedy ktoś pyta mnie co najbardziej kocham w Południowej Afryce, bez zastanowienia odpowiadam, że ludzi. I o tym na pewno jeszcze nie raz napisze.

Jednak jest jeszcze coś. Są to takie chwile jak ta:

Gdzieś nie wiadomo gdzie. Jechaliśmy i jechaliśmy. Podziwiałam przyrodę i widoki, była wiosna i wszystko wyglądało przecudnie.

IMG_ - 1 (1)

Dotarliśmy do miejsca, które pokochałam od razu. U podnóża gór mała chatka, a w chatce mała babka z przepięknym i życzliwym uśmiechem. Starsza pani, która robi swoje kremiki i bibeloty, chętnie zaparzy kawę plujkę, bo innej nie ma i ciastkiem czekoladowym poczęstuje. Kocham takie miejsca.

Siedzieliśmy pod drzewkiem pijąc kawkę i nawet przez chwilkę nie pomyślałam, że gdzieś jest coś innego na świecie. Ta chwila była magiczna.

IMG_ - 1

Kawka przygotowana najlepiej jak się da. Ceratka lekko poplamiona, drobne drzazgi w stole, ale to nie było ważne i wcale nie przeszkadzało wręcz pasowało do całości. Najważniejszy był jej uśmiech, entuzjazm i przyroda.

IMG_ - 2

IMG_ - 4

Nawet niebo było piękne i magiczne.

IMG_ - 3

A oto sklepik naszej kochanej gospodyni i jej pyszne mandarynki w zalewie, aromatyczne octy i oleje. IMG_ - 6

IMG_ - 5

IMG_ - 8

Uwielbiam to. Kawa przygotowana w kubku umytym w miedniczce z płynem, przetwory zrobione własnoręcznie szanując tradycje z dziada pradziada. I ten serdeczny uśmiech…

Ale najlepszy był sos! Na początku zastanawiałam się czy rzeczywiście zawieszony jest papier toaletowy, ale tak! To papier, bo jak zjesz to będzie piekło dwa razy ha ha ale się uśmiałam. Kupiłam. IMG_ - 9

IMG_ - 7

I jak tu jej nie kochać, Afryki i jej mieszkańców?

Dlatego, gdy ktoś pyta co kocham w Afryce, odpowiadam ludzi, bo ludzie tworzą takie miejsca jak to.

Sugar Man

W lutym poznałam poruszającą historię wybitnego muzyka a przede wszystkim tekściarza. Byłam w Kapsztadzie i ostatniego dnia przed wylotem do Polski Andrzej bardzo chciał pokazać mi pewien wyjątkowy sklep z płytami winylowymi. Jadąc tam opowiedział mi tę oto historię. Opowieść, która weszła mi w głowę bardzo głęboko a co jakiś czas początek jego jednego utworu dźwięczał mi w uszach bardzo wyraźnie i głośno. . Mówię o Sixto Rodriguez’ie. Historia wręcz niewiarygodna.

27SUGAR_SPAN-articleLarge

Początek oblicza się na lata 70-te gdy w zwykłym miasteczku Detroit młody człowiek pisze teksty, gra w knajpach na gitarze przyśpiewując gościom do tzw kotleta. Jest tajemniczy i bardzo skromny. Prawdziwy outsider. Pewnego razu ktoś go zauważa i proponuje nagranie płyty, w rezultacie powstały dwie. Ale…

Wszystkich płyt w Ameryce sprzedał może z 6 egzemplarzy i  tak naprawdę nikt nigdy o nim nie słyszał.

Niby zwykła nieciekawa historia.

Ale…

Nie wiadomo jak i kiedy jedna z płyt trafiła do Południowej Afryki w czasach największego apartheidu. Pełna cenzura, żadnej telewizji w radio jeżeli już coś było to albo ocenzurowane albo propagandowe. I nagle trafia płyta Sugar Man z tekstami piosenek tak bardzo pasującymi do tamtej sytuacji, że niemal od razu stały się „podziemnymi” hymnami dla ludzi, którzy nie zgadzali się z ówczesną sytuacją polityczną. Teksty piosenek pokazywały, że każdy ma prawo czuć niezgodę na to co się dzieje, bunt i ma prawo chcieć zmian. Płyta była przegrywana, przekazywana z rąk do rąk. Nie było chyba osoby, która nie znałaby Rodrigueza i jego piosenek.

_61794702_sugar-large-cropped

Ale..

Nikt o gościu nie słyszał, nikt nie wiedział kim był. Wiadomo było, że Rodriguez i że najprawdopodobniej był z Ameryki. W Południowej Afryce był tak samo wielka gwiazda jak i wielką tajemnicą.

I pewnego razu rozeszła się wieść, że Rodriguez nie żyje, jedni mówili, że na koncercie strzelił sobie w głowę, inni że podpalił się na scenie. Nadal wielka gwiazda, stała się wielką legendą.

2433059-rodriguez-617

I…

I nagle pewien człowiek postanowił dowiedzieć się jak naprawdę umarł ktoś, kto miał taki wielki wpływ na historię RPA. Bardzo długo szukał, wszędzie gdzie tylko mógł. Spotykał same ślepe zaułki, ale się nie poddawał. Gdy myślał, że już czas zakończyć poszukiwania dostał maila od córki Rodrigueza z pytaniem dlaczego szuka jej ojca? Co on od niego chce?

Okazało się, że on żyje w Stanach. Jest zwykłym budowlańcem, jest już starszym człowiekiem a Ameryka nawet o nim nie słyszała. Jest bardzo biedny i skromny. Nie bardzo wierzyła w opowieść, że w RPA jest większą gwiazdą niż Elvis Presley. To niewiarygodne. Wytwórnie płytowe w Afryce płaciły ogromne tantiemy za płyty, tylko komu??

Po niedługim czasie Rodriguez przyleciał do RPA.W historii tej między innymi ujęło mnie to, że biedny człowiek nie znający żadnych wygód i luksusów gdy wysiadał z córkami z samolotu chciał ominąć limuzyny, które do nich podjechały myśląc, że trzeba zejść z drogi bo widocznie przyjechał ktoś ważny. Do głowy mu nie przyszło, że to dla niego. Córka cieszyła się, że może w butach przejść po białym dywanie a on w swoim apartamencie spał zwinięty na kanapie żeby nie naruszyć pięknie pościelonego łóżka. Wielka gwiazda nie wiedziała, że jest gwiazdą. Pierwszy koncert zaczął się z opóźnieniem, bo wiwatujący kilkunasto tysięczny tłum swoimi okrzykami nie pozwolił zacząć koncertu.

Zastanawiam się co mógł czuć ten człowiek widząc ten tłum, słuchając radości jaką wzbudzał… Chyba nie jestem w stanie sobie wyobrazić…

Ale…

On nie był gwiazdą. Nadal ciężko pracował w Stanach, pieniądze za koncerty rozdał rodzinie i przyjaciołom a sam był biedny jak mysz kościelna, ale myślę, że był bardzo szczęśliwy. Spokojny…

images

Historia ta przedstawiona jest w filmie pt Sugar Man. Zupełnie przypadkiem odkryłam, że film dostał Oscary i grany jest w warszawskim kinie Muranów. Gorąco polecam. Płakałam na tym filmie, czułam bicie jego serca gdy wyszedł na scenę. Byłam tam z nim i przeżywałam to tak samo mocno…

C63ACF36-E08A-E304-3217C3D61589AA89

Odszedł w wieku 81 lat 8 sierpnia 2023 w Detroit